niedziela, 25 października 2015

Dolina Pontaru, 29 lipca 1273 roku: "Glenvik czyli trochę tu, trochę tam"



 Obranki budziły się do życia. Wydarzenia dnia poprzedniego przyniosły wielkie zmiany. Ludzie trwali w lekkim amoku, zakłopotaniu. Powtarzano "co będzie dalej?" - znaleźli na to odpowiedź w ciężkiej pracy. Usypano stos ciał. Namoczona oliwą odzież zapłonęła wartkim, bystrym ogniem. Płomień tańczył przekreślając tym samym możliwy wybuch epidemii. Kolejnym zadaniem było uprzątanie pogorzeliska. Jedna z chat spłonęła nocą - niektórzy wciąż nie do końca wiedzieli dlaczego. Szybko uraczono ich plotkami - niekiedy zupełnie fantastycznymi. Herszt miał powody do zadowolenia. Śmierć starki podniosła morale miejscowym. Mogąc działać, działali, a on wiedział jak nimi pokierować. Po skończonych pracach zebrał wszystkich w domostwie, gdzie usiedli i rozmawiali. Cały plan określono dywersją na terenach wroga. Kto był tym wrogiem, wiedzieć wiedzieli tylko mieszkańcy Obranek - niebawem mieli dać świadectwo swojej lojalności.

 Drużyna szła dobrym tempem. Przedzierając się przez mokradła, trzęsawiska napawające zarówno grozą jak i odbierającymi dobry nastrój. Kluczyli co jakiś czas słysząc niepokojące wycie. Przeczekiwali przejścia niewidocznych, acz wyczuwalnego zagrożenia. Na bagnach bytowały istoty znacznie wykraczające poza granice ich rozumowania. Na odchodne, miejscowi w Obrankach uraczyli ich wieloma opowieściami z typu "czego się wystrzegać" - mając głowy pełne niesamowitych i zarazem przerażających informacji, meandrowali, ostrożnie idąc do celu.
 Glenvik wedle zebranych relacji to zbiorowisko chat, które skupiały się wokół placu z dużym drzewem, pełniącego funkcję słupa ogłoszeniowego. Miejscowi żyli na podobieństwo swoich braci z Obranek, tzn. zajmowali się wyrębem, zbieractwem, myślistwem i co więcej, w osadzie funkcjonowała prawdziwa karczma i niewielki warsztat kowalski. Indagowani o Malfera wyrazili się w dość jasny sposób - jest to człowiek szanowany i kowal zarazem. Człowiek - wedle ich relacji - mocarnej budowy, głową sięgający pował i nie mieszczący się w drzwiach. Cóż, będzie się trzeba przekonać sineira et studio.

Małe kwadraty - ziemianki / Krzyżyki - drzewa / Przerywana linia - płoty/ogrodzenia

 Ku swojemu zadowoleniu do Glenvik dotarli popołudniu, a więc wciąż mieli słońce nad sobą. W przeciwieństwie do dnia poprzedniego, pomimo lekkiego zachmurzenia, nie padało. Przybyli więc w miarę schludnie wyglądający, choć ich obuwie i onuce wołały o pomstę do nieba. Zmęczeni czuli satysfakcję, że zdążyli przed wieczorem i co za tym idzie, mogli znacznie więcej przedsięwziąć niż poprzednio.
 Osada nie należała do dużych. Trzy duże zagrody, a w niej ludzie pracujący przy niewielkich poletkach. Indziej starsi przed domostwami pracowali to w drewnie, to pletli kosze. Dźwięk stukotu rozbrzmiewał w całej osadzie. Kowal pracował w pocie czoła - bynajmniej nie wielki człowiek, a może i wielki? W zależności co brano pod uwagę. Malfer okazał się być starszym człowiekiem, z gęstym, opadającym wąsem. Nie wysoki mógł być brany za wyjątkowo wysokiego krasnoluda, którym nie był. Przed gospodą siedziało kilku dość bogato odzianych, w dublety typu mi-parti, jegomościów zupełnie nie pasujących do reszty. Jak skonstatowali była to godzina pracy, gdyż wielu mężczyzn było poza wsią. W Glenvik o tej porze spotkali głównie młode i starsze kobiety, starców i kilku okaleczonych mężczyzn pracujących przed domami i tu niespodzianka, przed wielkim drzewem obwieszonym mnóstwem papieru, obwoźny kupiec.