niedziela, 25 października 2015

Dolina Pontaru, 29 lipca 1273 roku: "Glenvik czyli trochę tu, trochę tam"



 Obranki budziły się do życia. Wydarzenia dnia poprzedniego przyniosły wielkie zmiany. Ludzie trwali w lekkim amoku, zakłopotaniu. Powtarzano "co będzie dalej?" - znaleźli na to odpowiedź w ciężkiej pracy. Usypano stos ciał. Namoczona oliwą odzież zapłonęła wartkim, bystrym ogniem. Płomień tańczył przekreślając tym samym możliwy wybuch epidemii. Kolejnym zadaniem było uprzątanie pogorzeliska. Jedna z chat spłonęła nocą - niektórzy wciąż nie do końca wiedzieli dlaczego. Szybko uraczono ich plotkami - niekiedy zupełnie fantastycznymi. Herszt miał powody do zadowolenia. Śmierć starki podniosła morale miejscowym. Mogąc działać, działali, a on wiedział jak nimi pokierować. Po skończonych pracach zebrał wszystkich w domostwie, gdzie usiedli i rozmawiali. Cały plan określono dywersją na terenach wroga. Kto był tym wrogiem, wiedzieć wiedzieli tylko mieszkańcy Obranek - niebawem mieli dać świadectwo swojej lojalności.

 Drużyna szła dobrym tempem. Przedzierając się przez mokradła, trzęsawiska napawające zarówno grozą jak i odbierającymi dobry nastrój. Kluczyli co jakiś czas słysząc niepokojące wycie. Przeczekiwali przejścia niewidocznych, acz wyczuwalnego zagrożenia. Na bagnach bytowały istoty znacznie wykraczające poza granice ich rozumowania. Na odchodne, miejscowi w Obrankach uraczyli ich wieloma opowieściami z typu "czego się wystrzegać" - mając głowy pełne niesamowitych i zarazem przerażających informacji, meandrowali, ostrożnie idąc do celu.
 Glenvik wedle zebranych relacji to zbiorowisko chat, które skupiały się wokół placu z dużym drzewem, pełniącego funkcję słupa ogłoszeniowego. Miejscowi żyli na podobieństwo swoich braci z Obranek, tzn. zajmowali się wyrębem, zbieractwem, myślistwem i co więcej, w osadzie funkcjonowała prawdziwa karczma i niewielki warsztat kowalski. Indagowani o Malfera wyrazili się w dość jasny sposób - jest to człowiek szanowany i kowal zarazem. Człowiek - wedle ich relacji - mocarnej budowy, głową sięgający pował i nie mieszczący się w drzwiach. Cóż, będzie się trzeba przekonać sineira et studio.

Małe kwadraty - ziemianki / Krzyżyki - drzewa / Przerywana linia - płoty/ogrodzenia

 Ku swojemu zadowoleniu do Glenvik dotarli popołudniu, a więc wciąż mieli słońce nad sobą. W przeciwieństwie do dnia poprzedniego, pomimo lekkiego zachmurzenia, nie padało. Przybyli więc w miarę schludnie wyglądający, choć ich obuwie i onuce wołały o pomstę do nieba. Zmęczeni czuli satysfakcję, że zdążyli przed wieczorem i co za tym idzie, mogli znacznie więcej przedsięwziąć niż poprzednio.
 Osada nie należała do dużych. Trzy duże zagrody, a w niej ludzie pracujący przy niewielkich poletkach. Indziej starsi przed domostwami pracowali to w drewnie, to pletli kosze. Dźwięk stukotu rozbrzmiewał w całej osadzie. Kowal pracował w pocie czoła - bynajmniej nie wielki człowiek, a może i wielki? W zależności co brano pod uwagę. Malfer okazał się być starszym człowiekiem, z gęstym, opadającym wąsem. Nie wysoki mógł być brany za wyjątkowo wysokiego krasnoluda, którym nie był. Przed gospodą siedziało kilku dość bogato odzianych, w dublety typu mi-parti, jegomościów zupełnie nie pasujących do reszty. Jak skonstatowali była to godzina pracy, gdyż wielu mężczyzn było poza wsią. W Glenvik o tej porze spotkali głównie młode i starsze kobiety, starców i kilku okaleczonych mężczyzn pracujących przed domami i tu niespodzianka, przed wielkim drzewem obwieszonym mnóstwem papieru, obwoźny kupiec.

91 komentarzy:

  1. Wolfgang ogarnął wzrokiem wieś, spokojnie poprawił tobołki i nie podnosząc głosu decydował.
    - Calevan, tyś teraz Chytrus, Liam, twoje miano Śmieszek, Nolan zwany Rąsią oraz Kusznik na którego mówią Jeden Raz. A to dlatego, że wystarczy żebyś kogoś raz trafił. A mnie nazwiemy Hegemon.
    Uśmiechnął się ponuro.
    - Śmieszek, Jedynka wy do karczmy. Chytrus z Rąsią do kowala. Ja idę na razie do karczmy a pod wieczór odwiedzę Myśliwego, bo nie powie mi ktoś, że teraz jest doma. Ale przejdziemy koło jego sadyby to się obaczy,
    Obejrzał swoich towarzyszy i mruknął.
    - Jesteśmy najmitami z a kij ci do tego, z byle kmiotem gadać nie będę. Szukamy pracy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Liam skinął głową na potwierdzenie rozkazu i popatrzył na Hegemona.
    -O coś konkretnrgo mamy pytać, szefie? Czy po prostu siedzieć, jeść, pić, grać, a na dziewki patrzeć dyskretnie, żeby ich bracia i ojcowie bronić nie zechcieli?
    Wysłuchał instrukcji dowódcy i spojrzał na kusznika.
    -No to chodźmy, nie ma co tu stać po próżnicy.
    Ruszył w stronę karczmy. Miał zamiar przekąsić coś ciepłego, zapić piwem i wciągnąć miejscowych w hazardową rozgrywkę. Z doświadczenia wiedział, że gra rozwiązuje nie tylko sakiewki, ale i języki. Zwłaszcza, jeśli gra się odpowiednio, a to Riv potrafił.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wolfgang uśmiechnął się i rzucił na odchodnym.
    - Szukaj kłopotów ale w nie się nie pakuj. Pytanie brzmi, czy tu też jest ktoś podobny do szczurków z poprzedniej wsi. Jeśli tak, to będą wieczorem. Pewnie w karczmie. I zbieramy wieści. Żeby mieć jasny plan sytuacyjny.

    OdpowiedzUsuń
  4. -Tajest, szefie -mruknął odchodząc. Skierował swoje kroki w kierunku niepasujących do otoczenia mężczyzn w dubketach. Podchodząc ozdobił swoją twarz najmilszym uśmiechem jakm dysponował i lekko zagadnął.
    -Czołem waszmościom, skąd i dokąd droga i czy bezpieczna? -zapytał uprzejmie, choć jednocześnie obserwował jegomościów bacznie.

    OdpowiedzUsuń
  5. - Chytrus i Rąsia... bardzo niefortunnie, bardzo niefortunnie - zaśmiał się półgębkiem i ruszył chichocząc w stronę kowala. - Dalej Lisku Chytrusku, mamy kowala do ogarnięcia. Masz li co można dać mu do reperacji? Warto sobie zjednać faceta przy robocie, a może tam u was, na południu, inne zwyczaje?

    OdpowiedzUsuń
  6. Karczma wyglądała solidnie i ku ich zaskoczeniu, jakiś lokalny artysta pomalował zewnętrzne belki w jakieś florystyczne motywy. Dominował niebieski i żółty, ładnie kontrastujący z otoczeniem, a w szczególności z siedzącymi pod wejściem jegomościami w trochę, zbyt dobrze skrojonych dubletach. Czterech panów rozmawiało i jadło to jabłka, to ser. Zupełnie nie wyglądali na miejscowych. Jeden z nich, o trochę zbyt nieporządnej czuprynie, patrzył na zbliżających się doń ludzi.
    Drugi, w myślach nazwany Łopata, a to ze względu na jego obfitą i mocno zarysowaną szczękę, odpowiedział na zadane, zgodnie z obyczajem pytanie.
    - Czołem! - odpowiedział za resztę, która to pokiwała głową, podniosła dłoń. - Z daleka do dom i bynajmniej nie bezpiecznie. Wojenny czas to i czekamy krztynę, w nudę popadamy. Rozpogodzi się na traktach to ruszamy dalej, a wyście dokąd? Pomóc wam w czym?

    OdpowiedzUsuń
  7. -Do domu powiadacie? -Liam nadal szczerzył się w wesołym grymasie, opierając się o ścianę budynku. -A Waszmościów dom to gdzie konkretnie? Bo jeśli nie na drugim końcu kontynentu to może możemy Waszmościom pomóc i uczynić drogę bezpieczniejszą. Kilka mieczy i osób zręcznych w walce jakoś dziwnie sprawia, że kłopoty znikają, rzekłbyś magicznie -perorował dalej, uprzejmy i zachęcający, zgodnie z legendą szukającego pracy najemnika. -A nam się grosza trochę przyda, życie w dzisiejszych czasach coraz droższe. -dodał jeszcze, niby mimowolnie spoglądając na spożywane przez tamtych smakołyki.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wolfgang podszedł do Liama i pokiwał z namaszczeniem głową.
    - Rację mówi, gospodarzu, nie godzi się o suchej twarzy dyskusję prowadzić. Dajcie antałek piwa i jakiejś kaszy ze skwarkami. Rozmowa to strasznie męczący proceder.
    Wyciągnął sakiewkę, smutno spojrzał do niej.
    - Panowie wybaczą, ale właśnie mi dobroć się wyczerpała. Znaczy jeno po kufelku uraczyć mogę.
    Spojrzał się po okolicy i od niechcenia przestawił mniejszy stolik, żeby w miarę blisko do rozmówców było. Następnie pofatygował się i odebrał dzban z piwem oraz michę kaszy z omastą.
    - Nu chłopce, pojem popijem i odżyjem.
    I z niezwykłą wprawą zabrał się do ataku na potrawę.

    OdpowiedzUsuń
  9. Łopata zmrużył powieki, bynajmniej nie w negatywnym słowa znaczeniu, a dlatego, że słońce podziałało mu na oczu.
    - Tu naści macie i rację, i nie, bo widzicie, co większa grupa, to łatwiejsza do wyśledzenia - mówił mądrze, pewnie czując, że błyska intelektem. - My idziemy do Temerii, tylko szlag by trafił, a cap wychędożył, jakieś rozruchy na południu. Rankiem przybierzał chłopaczek z wieściami, że widziano jakąś bandę maruderów krążącą po okolicy niby sępy.
    - Pewnikiem zdechną koszmarnie - rzekł upiornie ten kudłaty, o obliczu dużego dziecka. - Starszy mówił, że w tamuj w lasach Opiekun krąży. Tamuj, słuchajcie, nawet polować się nie chodzi, nawet po jerzynę czy maślaki. Nawet jakby głód w oczy zaglądał, nie w tamte lasy.
    W gospodzie dało się słyszeć kilka rozmów. Ktoś grał na flecie - całkiem sympatycznie. Pachniało smakowicie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Wolfgang spojrzał z zaciekawieniem na Brzdąca. Mówił pomiędzy szuflowanymi regularnie łyżkami kaszy, zapijanej małymi łyczkami piwa.
    Jadł w dobrym tempie, aczkolwiek zanim coś powiedział to spokojnie przeżuł i przełknął.
    - Znaczy w lesie coś chodzi i chroni las przed każdym? Rzeczywiście z jednej strony istnieje możliwość, że ich wytnie. Z drugiej zaś, że przeżyje ich dość, żeby zrobić tu rejwach.
    Uśmiechnął się i lekko przekrzywiwszy głowę kontynuował.
    - A jak przyjdą tutaj, to zawszeć w kupie lepiej. No, ale my możemy się w sumie ruszyć za pracą jak tu nic się nie trafi. Tak to już bywa.
    Spokojnie zjadł kilka kolejnych łyżek.
    - Aż tak tu źle, że trzeba do Temerii jechać dla spokoju?

    OdpowiedzUsuń
  11. -Nie chcecie naszej pomocy, to nie, przecież nie zamierzamy Was zmuszać, Waszmościowie -mruknął Liam, nadal zezując na posiłek tamtych. Choć miał w sakiewce zapas groszy i innej waluty nie sięgnął, czekając na razie, czy rozmówcy nie okażą się hojnymi. -Ale skoro Wam droga w jedną, a nam najwyraźniej niekoniecznie to może chociaż ten jeden wieczór spędzimy jak przyjaciele? -zaproponował. -Pod dachem, a nie tylko przy ścianie, tam gdzie ogień, wygodny stół i ława, i ogień blisko. -uściślił, robiąc zapraszający gest. Wolałby, żeby tamci weszli do środka pierwsi, ostatecznie sam to zrobi, jeśli Wolfgang pójdzie ostatni. -Spróbowałbym Waszmościów namówić na kufelek i partyjkę gwinta, albo kości, ale nie na dworze, kiedy w każdej chwili może znowu zacząć padać -starał się brzmieć jak ktoś, dla kogo hazard jest sensem istnienia. Wcale tak nie było, ale tworzyło to dobrą przykrywkę, a także ewentualny zarobek dla drużyny.

    OdpowiedzUsuń
  12. Łopacie strzeliło coś w szczęce, przeskoczyła żuchwa, splunął jak gdyby coś niedobrego dostało mu się do gęby.
    - Ja wam powiem tak - odezwał się trzeci z ładnych kumotrów, typ o nosie noszącym znamiona wielokrotnego złamania i o licu, gładkim iście nobilitowany. - Te okolica są okropne. Jeden las Opiekun, w drugi wleziesz to wyjdziesz czyjąś dupą, jako odchody. Latają i rejwach robią maruderzy. Ech, jak zawsze od takiego gadania srać się chce.
    Łopata spochmurniał i rzucił gniewnie.
    - Tobie to zawsze cięgiem, srać i srać, gdzieś ty się takiego obyczaju nauczył? Przy rozmowie? Ej Hans, dokąd to, wracaj... Polazł cholera go mać. Rejwach to on w życi ma. Robaki mówił lekarz.
    Młody poderwał się i pomógł wstać czwartemu, wyglądającemu dość niemrawo. Opadające policzki niby fąfle u psa, zanurzone głęboko, małe oczy i śpiczasty duży nos czyniły zeń kogoś, kogo łatwo zapamiętać
    - Chodźmy do środka. Tam poczęstują. Jadło tanio tu stoi. Kupiec sprzedawał po taniości. Chodźmy tedy i kosztujmy.
    - Gwinta? - ożywił się ten czwarty. - Mam ci ja ciekawą kolekcję, zagrajmy tedy, a ja na rozgrzewkę piwa antałek stawiam!
    Łopata pokręcił głową, ale nie oponował. Poszedł za przykładem reszty i wczuwszy się w role gospodarza otworzył przed resztą drzwi. Buchnęły wonne dymy. Pachniało mocno jałowcem i dziurawcem, kminem i gotowaną kapustą jak i cebulą. Pod niską powało wisiało mnóstwo mniej bądź bardziej okazałych specyfików, poroży czy wreszcie zasuszonych ziół. Kilka barwnych pająków wisiało dodając nieco kolorytu tym cudownie pachnącym wnętrzom. Ludzi nie było dużo. Paru bawiło się nożem i własnymi palcami. Ktoś inny zajadał się kapustą. Ten ktoś wyglądał podobnie do Łopaty i reszty, choć widocznie nie zadawali się ze sobą. W kącie siedziała półelfka - na stole trzymała krótki miecz, w pochwie sztylet i diabli wiedzą co, i gdzie schowane jeszcze. Był jeszcze chłopiec, podrostek, grający sympatyczną melodię. Siedział na powale, na którą wszedł po stojącej niedaleko drabinie. Gospodarz, jak się okazało, był człowiekiem o prostej ogładzie. Dość wysoki o barkach tak potężnych, jak gdyby będących dlań ciężarem. Idąc mocno kulał na jedną z nóg.

    OdpowiedzUsuń
  13. Liam przepuścił przodem nowych towarzyszy i dopiero wtedy wszedł do środka. Przyjrzał się gościom, ale prawie żaden nie wzbudził jego podejrzeń. Bawiący się nożami byli skupieni na sobie, samotnik na własnej misce, grajek na graniu (zresztą to dzieciak jeszcze, krzywdy by nikomu nie dał zrobić). Jedyną niewiadomą była półelfka. Raz, że uzbrojona, dwa że nieludź, trzy że baba. Nie zgadniesz co takiej do łba strzeli, ale sądząc z miny nic dobrego. Riv skrzywił się i usiadł tak, aby mieć kobietę na oku, a już na pewno nie odwracać się tyłem. Zdjął płaszcz, miecz odpiął i położył na ławie obok siebie, aby na wszelki wypadek broń mieć pod ręką. Przyjął piwo zaproponowane przez współgracza i uśmiechnął się do niego.
    -Pokaż co tam masz Waćpan ciekawego. –spojrzał w stronę reszty –a może ktoś się dołączy? –zaproponował pokazując karty. –Miejsce jest, zapraszam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Wolfgang zamykał pochód jedną ręką niosąc michę z kaszą a w drugiej dzierżąc antałek piwa.
    - Śmieszek, Jedynka weźmijcie sobie kaszy z omastą bo wyglądacie, jakby nic od rana nie jedli. Ja jeszcze za zaskórniaczka wezmę jakiś maluczki antałek gorzałki.
    Przyjrzał się gościom, każdemu poświęcając dłuższą-krótszą chwilę. Półelfkę zmierzył spojrzeniem, które migotało stalą.
    - No, skoro dwa antałki piwa i do tego kasza i gorzałka, to waszmościów kolej do uczty się dostawić, jeno nie kapustą bo tu nie rzecz w tym coby z dupy jako rogu sygnalizacyjnego dźwięczyć. A grze chętnie się przyjrzę, choć wolałbym zagrać w starą wersję gwinta. Z pełną kurtuazją. Ale to gra dla osób znających się. Bo wśród nieznajomych tylko krasnoludy są w stanie wytrzymać kilka podejrzeń w głowę.
    Zajął miejsce na krótszym boku stołu, przed sobą stawiając miskę z kaszą. Nalał kolejną porcję piwa do kufelka i spokojnie go sączył.

    OdpowiedzUsuń
  15. Razem z Nolanem, od teraz będącym "Rąsią", ruszyli w stronę kowala, Calevan po drodze lustrował wzrokiem osadę, kolejna wioska północy, ale cóż troszkę się już przyzwyczaił i do północy i do ludzi, w końcu ma ich w większości w kompanii do jakiej dołączył., kiedy usłyszał uwagę odnośnie tego że jest z południa zagotował się, nie żeby mu to ubliżało ale nie wiadomo kto to słyszy, chwycił kompana za poły jego ubrania i przycisnął do pobliskiego drzewa.
    - Rozumu nie masz chędożony nordlingu? - wkurwił się niemiłosiernie stąd obelga ale że nadal był czujny powiedział to szeptem, nie wiadomo kto słyszy nie? - Chcesz naszą kompanię na szwank narazić? Zaraz kowal będzie miał robotę jak przy okazji naprawy poproszę go by oczyścił ostrze z twojej juchy - wysyczał wściekle - Pomyśl czasem północna główko że może i tu są chamy ale południe znają dobrze - w tym momencie wyciągnął buzdygan którym podniósł podbródek Nolana by ten mógł mu spojrzeć w oczy - nie obraziłeś mnie, naraziłeś nas wszystkich - czyżby zżył się trochę z ludźmi z którymi wszedł w układy? - W innych okolicznościach rozmawialibyśmy w mało przyjemnym miejscu - warknął - Uważaj dobra? - puścił towarzysza i schował broń.

    OdpowiedzUsuń
  16. Mężczyzna nie uśmiechał się, nie było mu do śmiechu i bynajmniej nie patrzył na towarzysza, a na ludzi pobudzonych nagłą zmianą sytuacji. Wymownie rzucał wzrokiem to na lewo, to na prawo, a gdy Nilfgaardczyk odstąpił splunął przez ramię i dotknął głowni broni - dotyk żelaza miał odczynić zły urok tej sytuacji. Czując na sobie ciekawskie i zarazem lekko zakłopotane spojrzenia, odezwał się do "kolegi"
    - Nie miałem li złych zamiarów - rzucił niedbale. - Widać, że w gorącej wodzie po ojcu kąpanyś. Zarzecza się wstydzisz? Cóże ci tam zrobiono, że się tak pieklisz li rzucasz jak w febrze.
    Ruszył dalej w stronę przyglądającego się im kowala.
    - Szczęść ci w pracy - rzekł z obyczajem i odczekał odpowiedzi.

    OdpowiedzUsuń
  17. Pod niską powałą unosiła się mgła zapachów, w której to majtał niesfornie nogami, mały grajek, prawdziwy muzyk bez mała. Dźwięki jakie wydawał, a wydawał je bardzo udolnie, przyciągały i pozwalały na moment wyłączyć się myślami. Zasłuchać się i grać, czy jeść, za jedno, byleby na moment zatracić się w gospodzie, skryć przed resztą świata.

    Półelfka obrzuciła całą kompanie dość niechętnym spojrzeniem, zmieniła położenie, tak, aby grający, ani nikt inny, nie zaskoczył ją od flanki. Nożownicy podeszli do stołu popatrzeć na wielobarwne karty. Gwint cechował się tym bowiem, że nawet najgorszej jakości talie były udekorowane rysunkami i znakami. Tak było i w tym wypadku. Gracze zajęli się swoją odmianą gry, albowiem trzeba tu wiedzieć, że uznawane wszem i wobec są dwa tryby tej niesamowicie wciągającej gry: bitwa i klasyczna. Jedna gra różniła się znaczącą od drugiej, gdy pierwsza była niby dziecięca gra w wojnę, tak druga polegała w znacznej mierze na umiejętności osądzania i strategicznego planowania. Ważna była też intuicja i szczęście w dobieraniu kart, a zarówno jedno jak i drugie były czymś co Liama cechowało. Jego rywal, widać tęgi karciany myśliciel, marszczył czoło, drapał się po gębie i grał, a trzeba mu dać, że grał całkiem znośnie. Okrzyki przy stole, wiwaty i inne, przyciągnęły uwagę rosłego gospodarza.

    ---

    Jedynka usiadł przy stole i patrzył jedząc. Dawniej grywał w gwinta, ale to było na długo przed nim stracił swoją talię. Hazard nie popłacał, w szczególności w tamtej sytuacji. Siedział więc i patrzył jak bawią się inni - kątem oka obserwował półelfkę. Skąd się tu wzięła i dokąd zmierzała? Zagadnął gospodarza o nią i w zależności od sytuacji postanowił podejść, albo nie.
    - Uchroniła dziecko, które miało być powieszone jako przykład. Za wsią jest ci parę wisielców. Dziećka miała rzucać kamieniami i płoszyć konie. Ta wyłoniła się niewiada skąd i w rewanżu zaordynowała posiłku i odpoczynku.
    Wstał więc i podszedł, usiadł, skłonił się lekko czekając na reakcję jadł.

    ---

    Miejscowi patrzyli na nich koso. Dziewki kazały dzieciakom do chat i obórek się chować, starsi wyglądali na wyjątkowo niebezpiecznych w miotaniu wszelkich, niebezpiecznym osprzętem. Patrząc co po niektórych, prawdziwe były z nich niziołki - wzrostem, ale czy pochodzeniem, może w ósmym pokoleniu wstecz.
    Kowal odpowiedział zgodnie z obyczajem i zapytał.
    - Czego?

    OdpowiedzUsuń
  18. Calevan spojrzał na kowala, musiał mieć w łapie podkowę..nie ma co. Lepiej od takiego w pysk nie dostać.
    - Witaj dobrodzieju - chcieli my nieco naszego oręża naprawić - zanim zaczął tekst nastawil się na odpowiedni akcent. - Zechciałbyś rzucić okiem? - zapytał lustrując wzrokiem rzemieślnika a potem spojrzał na Nolana, odgryzł się...jest dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ponieważ nikt więcej nie zgłosił chęci gry to Liamowi i przeciwnikowi został wariant bitewny, jako że do klasycznego, jak wiadomo, potrzebna była czwórka graczy, po dwie pary, które nawzajem do siebie licytowały starając się uzbierać najlepszy komplet. Riv prowadził rozgrywkę tak jak poprzednio, nie pokazując od razu wszystkich swoich zdolności, pozwalając raz to wygrać drugiemu, raz to niby fartownie ogrywając go w ostatniej chwili. Pilnował się jednak, aby nie przegrać rzeczywiście, albo nie wygrać zbyt widowiskowo, co mogłoby wzbudzić nieufność względem jego intencji i uczciwości. Na okrzyki i wiwaty reagował lekkim, uprzejmym uśmiechem, starał się też wyjaśniać obecnym niektóre zagrywki, jeśli budziły one czyjeś zdumienie. Ot, wcale nie jak zarabiający hazardem oszust, a swój człowiek, który grę traktuje jak rozrywkę, a jest do tego na tyle uczciwy, by nie wykorzystywać nieświadomości przeciwnika, czy widzów. Chociaż wpatrzony w karty to jednak starał się nasłuchiwać co się dzieje dookoła, kto i co mówi, kto wchodzi, lub wychodzi. Ufał, że Hegemon nie przegapi żadnej potencjalnie groźnej sytuacji, ale... byli tu sami, a Kusznikowi nie wiada, czy naprawdę można ufać...
    -Ojjjj... -mruknął niby do siebie, widząc, że przeciwnik dał się złapać na jego zmyłkę i szykuje się do ataku, który powinien zakończyć się utratą partii przez Liama. Powinien, gdyby nie pewna karta trzymana w ręku, która całkowicie mogła odmienić przebieg rozgrywki... -jest Waszmość pewien, że chce to zrobić? -spytał z lekką troską w głosie i upił piwa. Gdy podniósł głowę spotkał się ze wzrokiem gospodarza, uśmiechnął się więc szerzej i machnął na wpół pustym kuflem w stronę tamtego, parodiując żołnierski salut.
    -Zacne macie piwo, gospodarzu!

    OdpowiedzUsuń
  20. Nolan obejrzał się na okoliczny folklor, głównie po to aby zbadać nastroje. Słysząc akcent Calevana parsknął z cicha i z nieukrywanym dla towarzysza podziwem, włączył się do rozmowy.
    - Mistrzu, przyjmiecie i tę tarcze ode mnie. Nie wiem czy wyznajecie się w nich, ale potrzebna jest lekka naprawa, tu przy rzemieniach i ich mocowaniach.

    OdpowiedzUsuń
  21. Wolfgang usiadł przy jednym ze stołów. Pokazując po sobie jak bardzo w rzyci ma otoczenie. Akurat ten manewr miał wypracowany od urodzenia. Zajął się spokojnie kaszą i antałkiem piwa.
    Łuk oparł o stół, a sajdak położył na ławie obok siebie.Zdecydowanie nie planował wdawanie się w żadne rozróby, a każdą próbę wdania jego w rzeczoną dysputę dowolnej treści planował traktować terminalnie.
    Machnął ręką na gospodarza i swoim teatralnym szeptem rzekł.
    - Wiycie szanowny panie, za co tu strykiem kolą? Bo żeby nie było, że Śmieszek trzymając kolorek przy piersi nagle zostanie uznany za niekulturnie zachowującego się osobnika. Aaalbo, że broń tak na wierchu nosimy.
    Pytająco spojrzał na gospodarza a ręka z kopyścią kaszy zatrzymała się w drodze do ust.

    OdpowiedzUsuń
  22. Kowal patrzył na nich dość niechętnym wzrokiem. Obaj jego klienci w mig pojęli, że mają przed sobą gracza - żywe oczy tamtego zdawały się mówić "wynoście się stąd po dobroci". Rzemieślnik widział zbliżających się doń ludzi i w lot pojął, że nie mogą należeć do regularnej armii. Na dezerterów też nie wyglądali i nie mogli nimi być - zostaliby wyłapani przez oficerów i oddziały obwodowe. Musieli zatem być kimś na podobieństwo sił wywiadowczych. Do jakich jednak należeli frakcji? To było pytanie, na które musiał uzyskać odpowiedź. Ich mowa, postawa i przede wszystkim rysy twarzy jednego dobitnie świadczyły na ich nie korzyść. Splunął przez ramię, a w oczach zapłonął nowy gniew. Nie mogli tego wiedzieć, ale był wytrawnym wojownikiem i bynajmniej nie musiał obawiać się dwójki, śmierdzących żołdaków od siedmiu boleści.
    - Da się zrobić - odpowiedział mimo sobie. - Zostawicie tu, na stole i pod wieczór zajść będziecie mogli. Czegoś więcej wam trzeba? Nie, nie handluje żadnymi pierdołami, ziołami czy glifami. Już był tu jakiś taki mieszany typ i mnie pytał o różności. Nie, nie grywam też w karty ani nie turlam kostek.
    ---
    Liam nasłuchiwał rozmów, umiejętnie oddzielając plewy od rzeczy istotnych. Jak się okazało w mieście jest jakiś szycha, skrywa się, a raczej odpoczywa przed dalszą podróżą - podobnież siedzi u Myśliwego, a raczej z jego żoną. Kowal ostatnio po taniości komuś jakiś miecz narychtował. Miecz?! W takiej dziurze? Komu i za jakie pieniądze? Na domiar nieopodal grasował oddział wojsk Kaedwen w silę kompani! Szukali zbiegów i innych. Podobno stacjonują teraz w Glinkach.
    Gospodarz pokiwał głową.
    - Leżakowane. Z dobrego źródła. Dać jeszcze? - zagadnął grającego Liama.
    - Iście to wywrotniki i nieludzie są - odpowiedział na pytanie Wolfganga. - Wczoraj to było. Dobrzy to byli ludzie, ale podobno wrodzy nowym władzom.
    ---
    Półelfka patrzyła koso na mężczyznę, patrzyła jak je i w końcu zrezygnowana jego obecnością wstała i odeszła ku grupie grających, do gospodarza, stojącego nad jednym z przybyłych. Zaczekała, aż skończy i następie gniewnie wtrąciła.
    - Dajcież mi gdzieś kąt, gdzie nikogo nie będzie! - zagotowała się w sobie. Miejscowi wiedzący czym sobie zasłużyła na tolerancje nie powiedzieli nic, wyjątkiem była trójka towarzysząca Łopacie. Tamci parsknęli i jęli ciskać wyzwiskami w stronę ostrouchej dziewki.
    - Bloede Dh'oine - zasyczała i zamierzyła się saberą. Stal świsnęła w powietrzu niby żmija, której celem było ukąsić, mocno, dotkliwie i pewnikiem do tego by doszło, gdyby nie błyskawiczna reakcja gospodarza. Pochylił się, przyparł, unieruchomił rękę i uniósł. Szamotała się przez moment po czym poleciała rzucona na stół - nie zastawiony. Uderzenie wyzbyło z niej resztki powietrza. Gramoliła się przez moment, syczała wściekle.
    - Bez burd panienko... bo przyjdzie mnie zapomnieć o twoich czynach - odpowiedział złowrogo. - Masz, idź do kuchni i tamuj do spiżarni. Spokój będziecie mieć, a teraz won i właź mi pod oczy.

    OdpowiedzUsuń
  23. Liam zanotował w pamięci, że muszą odwiedzić chatę Myśliwego, zanim tamten wróci, a także bliżej przyjrzeć się kowalowi, który w takiej dziurze miecze rychtował, zamiast się zajmować wyrabianiem gwoździ, szpadli i inszych gospodarskich sprzętów. Podejrzane to było, a jakże... Na pytanie gospodarza odpowiedział przecząco, że na razie wystarczy, ale później chętnie, gdy w połowie odpowiedzi przerwała mu pretensja półelfki. Skrzywił się, ale nic nie powiedział, wyzwiska zostawiając towarzyszom Łopaty. Uszata ewidentnie była u tutejszych w łaskach, więc po co im w oczy leźć swoim rasizmem, skoro inni świetnie się w tym zadaniu realizują. Uśmiechnął się tylko paskudnie, ale z wyraźną satysfakcją gdy obserwował pacyfikację w wykonaniu gospodarza. Sam pewnie nie byłby taki delikatny, więc szczęście tamtej.
    -Babskie dni się na mózg rzuciły, czy przyrodzony elfom przymus umierania w idiotyczny sposób? -zapytał pogardliwe, gdy tamta gramoliła się na nogi. -Nikt Ci krzywdy przez moment inie robił, nie mogłaś tego znieść i musiałaś kłopotów szukać, żeby potem skamleć o ludzkim rasizmie? –dorzucił złośliwie, ewidentnie prowokując tamta, by zrobiła coś głupiego. Mógł sobie na to pozwolić, był od niej oddzielony stołem i sylwetką gospodarza, a w razie czego miał broń pod ręką, podczas gdy szabla tamtej podczas szamotaniny upadła na podłogę. –Ja bym jej na waszym miejscu, gospodarzu, w pobliże jedzenia nie dopuszczał, jeszcze ze złości czymś zatruje, albo chociaż zapaskudzi. –zdążył jeszcze rzucić ostrzeżenie.

    OdpowiedzUsuń
  24. Wolfgang przyglądał się rozrywkom Dublecików. Nie bawiło go to, słówka rzucane na wiatr, ale chyba półelfka nie miała samokontroli takiej jak wielu jej pobratymców.
    - Pest, folie beanna ess. Arse es`correaan, que modron, n`te glaeddyv darre.
    Rzucił jej na odchodnym. Sam w międzyczasie zajęty wielce był dalszą konsumpcją. Tylko oczy mu świeciły jakoś tak inaczej... Ponuro. Jak wielu co widziało co Wiewiórki wyczyniały swoimi komandami, też jak niewielu, którzy widzieli co się działo ze złapanymi Wiewiórkami.

    OdpowiedzUsuń
  25. Calevan spojrzał na kowala i sięgnął po miecz, kładąc go stole - no to szefie przyjdziemy wieczorem - skłonił się Calevan i oddalił na kilka kroków.
    Nie podobał mu się ten kowal, ma jeszcze buzdygan w razie co, lepiej całkowicie broni się nie pozbawiać.

    OdpowiedzUsuń
  26. Oddał tarczę, popatrzył koso to na towarzysza to na rzemieślnika. Uwagi dotyczącej gry czy handlu nie zrozumiał, tym bardziej pretensji. Zabrał się za Calevanem i rozglądając się po ludziach, szukał naści sposobu aby zagadać do kogo. Padło na bawiące się akurat dziecko. Pochylił się i pokazał mu sztuczkę ze znikającą monetą. Następnie wyjął ją zza ucha małego i ponownie do czasu, aż moneta nie wylądowała w kieszeni małego. Pokazał drugą i pokiwał głową.
    - Nic za darmo - moneta znikła. - Powiesz mi, czy kto nowy zjechał tu jeszcze. Co złego się stało ostatnio?

    OdpowiedzUsuń
  27. Moment zamieszania podziałał niby oliwa dolana do ognia - zabawa wybuchła nowym płomieniem, gdy dotychczasowi gracze i ich obserwatorzy jęli rzucać sprośnymi żartami na temat elfów i innych nieludzi. Czuły słuch metysa musiał mu bardzo szkodzić, albowiem komentarzy na temat zachowania ostrouchej murwy leciały bez ustanku. Radość była przednia i huczna. Suto omaszczony pochwałami i innymi gestami uznania gospodarz pokraśniał i ku uciesze poczęstował kilkoma antałkami bimbru - diablo mocnego i zarazem grzechu wartego.

    Łopata przegrał kolejną rozgrywkę i kiwając głową, mocno uścisnął prawicę Liama.
    - Niech mnie bełtami naszpikują, dawnom nie widział takiej gry. Gratuluję - w jego zachowaniu i w głosie nie było ani krztyny fałszu. - Udałeś mi się, udałeś. Ej, Tomaj, siadaj ty. Dobryś i może sobie poradzisz.
    Nim rozpoczęli nową rozgrywkę do gospody weszło dwoje następnym nieznajomych. Wolfgang i Liam momentalnie poznali swoich towarzyszy. Ich krzywe miny dobitnie świadczyły o braku dobrych nowin. Jedynka, siedzący najbardziej na uboczu, bo w miejscu dawnego rezydowania ostrouchej panny, widział jak kowal spluwa siarczyście i ponagla jakiegoś dzieciaka dając mu monetę. Moment później zwołuje kolejnego szkraba i śle go w drugą stronę.
    - Heg - zawołał Wolfganga i wyjaśnił mu zaobserwowaną sytuację i swoje niepokoje.

    OdpowiedzUsuń
  28. - Czołem waszmościom! - powitał tubylców wchodzący do sieni Nolan. Uśmiechnął się cierpko na widok "swoich". Liam robił to czego się spodziewał, Wolfgang obserwował, a ten kusznik, ten śliski typek nie wiada - patrzył niby przez okno, ale czort go wie.
    - Gospodarzu... wyjście są tu Panem? - zagadnął teatralnie zmieszany przed wielkoludem. - Nie wojowaliście nigdy i nigdzie? Takiego jak wy zrazu każdy sierżant w pobór by zaciągnął.

    OdpowiedzUsuń
  29. Wolfgang wysłuchał wieści, i spojrzał w kierunku pokazanym przez Jedynkę.
    - Tośmy się władowali. Kowal pewnie posłał gówniarzy po jakiegoś tutejszego kacyka i wojsko. Chciałbym od razu wiedzieć jakie jest wasze stanowisko w tej sytuacji.
    Spojrzał się na Liama.
    - Śmieszek, kości zostały rzucone i ktoś bruździ. Jak to widzisz?
    Następnie obrócił się w stronę Nolana i Calevana.
    - Po kiego chuja biegliście tu jak nowicjuszki na pierwszą kwestę? Ledwo wam ktoś warknie to już lecicie. Teraz jesteśmy tu razem. W budynku wraz z grupą nowo poznanych osobników. Zadowoleni? Ja wprost kwitnę ze szczęścia.
    Mówił cicho, stojąc blisko obu osobników. Następnie szybkim krokiem podszedł do Liama, nachylił się i szepnął.
    - Jesteśmy albo głęboko w dupie, albo stoimy na zwieraczu i zaraz ktoś pierdnie. Pomysły?

    OdpowiedzUsuń
  30. Liam skończył grę, złożył karty i pogratulował Łopacie. Machnięciem podziękował za bimber, już na sam węch czuł jego moc, a nie chciał przesadzać. Propozycję kolejnej rozgrywki, z nowym przeciwnikiem, powitał lekkim uniesieniem brwi, ale zgodził się. Czuł, że Tomaj będzie lepszy od pierwszego gracza, ale nie wypadało odmówić, w końcu dobrze się bawili. Już, już miał tasować, kiedy do sali wpadli Nolan z Calevanem. Wyraźnie na coś krzywi i zmartwieni. Ragginis starał się zatrzeć przykrą minę powitaniem i zagadaniem gospodarza, chociaż może temat wojska nie był najzręczniejszy, to przynajmniej się starał. W tym samym czasie Hegemon i Jedynka zaczęli coś sobie szeptać w kącie, również niezbyt zadowoleni. Ewidentnie szykowały się kłopoty, co jasno uświadomiły im następne słowa szefa.
    -Myśliwy. Jakiś obcy jest u niego -mruknął kącikiem ust do Wolfganga, nie zaprzestając tasowania. -Zatrzymam ich przy grze, a Wy działajcie. -zaoferował się. Spojrzał na Tomaja i wyszczerzył się.
    -Twojemu przyjacielowi szło niezgorzej, skoroś lepszy to dopiero zabawę mieć będziemy -mówił ciut za głośno, ale życzliwie, tak by ściągnąć z powrotem obserwatorów i kibiców. Lepiej, by skupili się na nim i na grze dając reszcie drużyny sposobność do działania. Na razie ustawił sobie z obcymi na tyle dobrą relację, że takie działanie mogło mieć szansę powodzenia, o ile reszta załatwi sprawę po cichu i bez rozgłosu.
    -Zaczynaj Waćpan, a ja poproszę coś do jedzenia, nie samym piwem żyje człowiek -postanowił zaangażować w jakieś zadanie nie tylko Tomaja i obserwatorów, ale i gospodarza, który mógł im nabruździć. Wystarczyłoby tylko jedno słowo.

    OdpowiedzUsuń
  31. Calevan posłał Nolanowi wilcze spojrzenie, uważał że to jego wina...ale teraz to najmniej istotne. Nie miał pojęcia co robić, jeśli znów będzie pożar, wiedźma i jakieś bestie to jak słowo daje, poleci do Nilfgaardu jednym susem, zapakuje Emhyra z tronem na grzbiet i zawlecze za sobą całą armię by ujarzmić północ.
    - Jakieś pomysły? - szepnął cicho do szefa, dobrze wiedział że Wolfgang już te pytanie zadał.

    OdpowiedzUsuń
  32. Samhainowe czary sprawiły, że wszyscy znaleźli się w jednej tej samej gospodzie. Napięcie jakie migotały w oczach to Wolfganga, to Jedynki, gotowe było pierdolnąć w każdej chwili. Tomaj wyszczerzył kły i zagrał, bardzo udatnie. Jedna partyjka poszła mu jak, gdyby urodził się Gwintem. Później zabrakło mu szczęścia. Gospodarz zaoferował suszonego mięsa i sera. Niedawno kupiony wciąż trzymał świeżość. Podobnie i pieczywo, które jak znalazł pasowało do smalcu. Jedynka popatrzył po wchodzących, skrzywił usta i zwrócił się do Wolfganga.
    - Jak dla mnie to zaraz spadnie nam na kark gówniana burza, gotowa nas osrać po czubki uszu - kontynuował fekalny ton poprzednika. - Będę się rozglądał i baczył czy co się nie dzieje. Weźcie może - dodał ciszej - wybadajcie tę elfie kurestwo. Sama w takiej dzicy? To pewne, że gdzieś niedaleko ma metę. Niech poprowadzi i w razie czego ukryjmy się u niej. Jakby co... niech gadają, że wieczny ogień tu idzie, albo inne święte gówno.

    OdpowiedzUsuń
  33. Liam grał, ser zagryzał mięsem i popijał piwem, które w międzyczasie domówił, bo jedzenie słone było, że aż gębę wykręcało. Po pierwszej partii skupił się na tym, by nie przegrać. Wiedział, że zwycięstwo Tomaja mogło być kwestią szczęścia, ale wolał nie ryzykować totalnej przegranej. Miał co prawda zapas gotówki i jeszcze zawiniątko z narkotykiem, ale jeśli można nie tracić, to lepiej, aby tego nie robić, prawda? Zresztą, dokąd skupiał na sobie uwagę obecnych w karczmie jego towarzysze mieli wolną rękę. A siedząc tutaj przy okazji miał szansę kontrolować półelfkę, gdyby chciała się na wycieczkę udać. Budynek, jak zauważył, nie był typową wielkomiejską karczmą, miał tylko jedne drzwi, a spiżarnię pozbawioną okien, więc gdyby nieludzkie nasienie postanowiło prysnąć to musiałaby wyjść przez główną salę. Albo podkopywać się, lub zrywać dach, ale o takie zaparcie jej nie podejrzewał. Nie zwracał uwagi na knowania reszty drużyny, mając nadzieję, że tamci wiedzą co robić.

    OdpowiedzUsuń
  34. Wolfgang spojrzał się na Jedynkę.
    - Ja z nią na pewno rozmawiał nie będę, Chytrus z Rąsią pójdą, bo się nudzą.
    Podszedł do Nolana i Calevana. Ściszonym głosem wydał polecenia.
    - Na zapleczu, w kuchni jest półelfka, podobno gość tutejszy. Trzeba się wywiedzieć co zrobiła, że ją tu tolerują. Jeśli to możliwe, to z niej wyciągnąć po cholerę tu jest i dla kogo pracuje. Bez rozlewu krwi. Tym razem macie być jak balsam na rany. Pokażcie się z tej miłej strony.
    Usiadł w pewnym oddaleniu od grających, tak, aby mieć wejście, grających a optymalnie całą czeredę na oku.
    I czekał.
    Cierpliwie.
    Po pacierzu, może dwóch podszedł do grających, i tylko rzekł do Liama.
    - Idę obaczyć do Myśliwego, jeśli nie wrócę przez dziesięć pacierzy, to coś się stało. Jak w okolicy zaczną ludzie padać ze strzałami w sobie, to dzieje się. Nie będę darł mordy tylko wiał. Z powrotem skąd wybyliśmy. I tam się spotkamy.
    Podszedł do Jedynki.
    - Bacz na zdrowie Śmieszka i swoje. Ja idę do Myśliwego. Będę za dziesięć pacierzy. Jak nie wrócę, to Śmieszek przejmuje komendę.

    OdpowiedzUsuń
  35. Liam, nie przerywają gry, skinął głową. Zauważył Nolana i Calevana kierujących się w stronę spiżarni, a teraz Wolfgang postanawiał sam udać się do chaty myśliwego. Nie uważał tego za rozsądne zachowanie, ale cóż... Na razie rozkazy wydawał ktoś inny. Riv wolałby, żeby tak zostało, chociaż słowa Hegemona jasno pokazywały, że tamten wyczuwa kłopoty. Tym bardziej jego samotne wyjście wydawało się absurdalnie wręcz głupie. Tyle dobrego, że zostawił im instrukcje na wypadek wpadki, czy zasadzki. Pytanie, na ile im one pomogą, jeśli sytuacja naprawdę okaże się gorąca.
    Mieląc te wszystkie myśli w głowie jednocześnie starał się skupić na grze i na tym, by słyszeć i zauważać co się wokoło dzieje.

    OdpowiedzUsuń
  36. Wszedł do pomieszczenia, w istocie znajdowała się tam elfka, albo półelfka ale czy ma to jakiekolwiek znaczenie w tej sytuacji?
    - Słyszałem że ostra z Ciebie panienka co? Ale nas się nie obawiaj nie mam w zwyczaju gwałcić kobiet prawda kolego? - posłał Nolanowi wilcze spojrzenie, dla niego był dzikusem z północy i tego mógł się spodziewać, zupełnie jakby Nilfgaardczycy nie gwałcili, zdarzało się ale w jego oddziale nie, karał za to surowo.

    OdpowiedzUsuń
  37. Jedynka wciąż patrzył poza gospodę, przez okna - lubił obserwować. Z dawien dawna na tym polegała jego praca - na obserwowaniu ludzi i wyciąganiu z tego wniosków. Mężczyźni wyszli do swoich zajęć, zostawiając kobiety i dzieci pod opieką starszych. Mieli widać do nich duży margines zaufania. Skąd się on brał? Przecież to niespokojny czas, wojska toczą regularne bitwy, lada moment mogli przybiec tu dezerterzy, lub inni, szukający uciechy za frontem. Wniosek był jeden - w tej osadzie musiał ktoś stacjonować lub zwyczajnie, starcy nie byli zwykłymi starcami.
    Wysłuchał Wolfganga i pokiwał w odpowiedzi głową.
    - Będę mieć na niego oko.
    ---
    Liam musiał być zaskoczony, albowiem z ledwością poradził sobie z Tomajem. Diabeł miał dobre karty - zwyczajny brak umiejętności nie pozwolił mu wygrać. Odprowadził wzrokiem Wolfganga, spojrzał na Jedynkę siedzącego pod ścianą i patrzącego to przez jedno, to drugie okno, na tyle dyskretnie, na ile było to możliwe.
    Tomaj złapał się za głowę. Reszta jego kompanów śmiała się z jego porażki. Gospodarz odstąpił i zajął się własnymi sprawami. Zasiadł za ladą, wyjął opasłą księgę i jął ją czytać. Wcześniej bawiący się nożami patrzyli z ciekawością na rozgrywki przy stole Liama. Chłopak grał na flecie, a bogato odziany, siedzący samotnie mężczyzna wstał i wyszedł bez pożegnania... i wtedy nagle z kuchni dobiegły ich wściekłe krzyki, piski i dzikie, plugawe przekleństwa.
    ---
    Nie myśl o niebieskim słoniu - powiadają starzy dyplomaci. To zasada stara jak świat, znana wzdłuż i wszerz wszędzie, gdzie ludzie nauczyli się składać i wymawiać spółgłoski. Półelfka może i nie zareagowałaby tak jak zareagowała, gdyby nie usłyszała takich słów jak "ostra panienka", "gwałcić" i na domiar patrzeć wilkiem na towarzysza, może zareagowałaby inaczej wiedząc, że tamci nie mają wobec niej złych zamiarów i tylko źle dobrali słowa... może... Dziewka poderwała się gwałtownie i cięła na odlew o włos mijając twarz Calevana. Skoczyła, zanurkowała pomiędzy oboma mężczyznami tak, że nie mogli zaatakować nie raniąc siebie nawzajem. Nóż zabłysł w jej drugiej dłoni, Nolan przechwycić jej rękę, okręciła się wokół własnej osi, podłożyła nogę i pchnęła na towarzysza. Uniknęła jednego, drugiego uderzenia, czegokolwiek i wyskoczyła niby tajfun z kuchni plugawymi obrzucając ich wyzwiskami.
    Na moment zabawa w izbie ucichła. Wszyscy patrzyli jak dziewka podbiega do gospodarza, przeskakuje blat i już rychtuje się wybiec na zewnątrz, gdy... Gospodarz dotąd w spokoju własnego sumienia czytał książkę. Złorzeczenia i tumult wprawiły go w bardzo zły nastrój. Widząc przeskakującą nad blatem dziewkę, zamknął książkę, podniósł i cisnął nią niby pociskiem trafiając bez pudła. Metyska zamiast otworzyć sobie drzwi, odbiła się od nich i złapała za głowę.

    OdpowiedzUsuń
  38. Ochłonięcie po trudnej partii zajęła Liamowi kilka ładnych sekund, opanował się jednak w końcu i serdecznie, bez cienia złośliwości, pogratulował Tomajowi. Rzucił też pocieszające zapewnienie, że zwycięstwo przyszło mu z fartem i trudnością i drugi raz nie ośmieliłby się przeciwko niemu grać. Wyśmiewających przegranego uciszył krótkim „Jak tacyście mądrzy to zapraszam do rozgrywki”, ale nie mówił tego ze złością, tylko żartobliwie, w przyjacielskim przytyku wobec ludzi, z którymi osiągnął już jako takie porozumienie.
    Kątek oka spostrzegł, że bogato odziany samotnik opuszcza karczmę. Riv odczekał aż za tamtym zamkną się drzwi i wstał, rzucając przepraszająco kilka słów o wypitym piwie, które się odezwało. Miał zamiar przy okazji obserwować tamtego i kierunek, w którym się uda. Nie zdążył jednak zrobić więcej niż dwóch kroków w stronę wyjścia, gdy uwagę wszystkich przykuły odgłosy zamieszania i bójki dobiegające z zaplecza. Moment później wyleciała stamtąd półelfka, wściekła jakby jej kto mrówek za kołnierz nawrzucał. Przeskoczyła kontuar, cudem nie wpadła na Liama i rzuciła się w stronę drzwi. Już, już sięgała w stronę klamki, gdy coś zafurkotało w powietrzu i ciężko łupnęło ją w potylicę. Pannica złapała się za głowę, a Riv, korzystając w okazji, szarpnął ją za ramię w tył, odciągając od drzwi. Zauważył przy tym, że metyska trzyma w ręku nóż, wzmocnił więc chwyt i wykręcił jej rękę tak, by wypuściła broń. W takim ścisku i stanie wzburzenia nawet tak krótkim ostrzem byłaby wstanie nieźle zaszkodzić, lepiej nie ryzykować.
    -Dokąd Ci tak spieszno, co? –spytał, a w jego głosie próżno byłoby szukać rozbawienia, obecnego jeszcze przed momentem. –I to jeszcze z nożem w ręku biegniesz, a gdybyś się potknęła i skaleczyła, to co? –dodał z fałszywą troską, mającą jedynie uzmysłowić przypatrującym się i przysłuchującym, że dziewka miała broń na wierzchu, że pierwsza ją wyciągnęła, a więc nie można jej za bezbronną uznać.

    OdpowiedzUsuń
  39. Wolfgang wyszedł niespiesznie z karczmy, rozejrzał się wokół.
    Minął dom kowala, zatrzymał się dopiero o kilka kroków od domku Myśliwego.
    Trącił cięciwę, przesunął sajdak tak, żeby mógł szybko dobyć strzałę.
    Podszedł do drzwi i zastukał dość głośno.

    OdpowiedzUsuń
  40. Dziewczyna wyrwała się, uciekła, Nolan pobiegł jej śladem. Złośliwy grymas gościł na jego obliczu. Wybiegł z kuchni, próbował ucapić ją, ale ta przeskoczyła nad kontuarem. Patrzył jak mija Liama i jak cegła... książka powala tamtą.
    - My po dobroci chcielim - chciał załagodzić sytuację i choć trochę wybielić siebie i towarzysza, albowiem żadnych gwałtów nie mieli na myśli. - Obaczyła nas i jak nie chluśnie, jak nie trzepnie po gębie.
    Zwrócił się do gospodarza.
    - Panie, my za szkody zapłacim. Prawda kolego - spojrzał na Calevana i mrugnął mu znacząco.

    OdpowiedzUsuń
  41. Calevan jeszcze chwilę miał przed oczami to ostrze, kawałek brakowało i po nim.
    - Dzikuska - pomyślał wściekle, ale na twarzy zachował spokój - oczywiście przyjacielu..szkody..pokryjemy - uśmiechnął się Calevan.
    Jeszcze by brakowało by ta niemyta elfka zaczęła ozorem mieleć to co nieopatrznie pojęła i będzie wesoło.
    - To jak to będzie gospodarzu? - spojrzał na właściciela tego przybytku

    OdpowiedzUsuń
  42. Widząc towarzyszy, całych i zdrowych, Liam odetchnął i wypuścił dziewczynę z uścisku, zamiast tego ustawiając się tak, by być pomiędzy nią, a drzwiami. Innej drogi ucieczki nie miała, a bez noża przestawała być tak groźna. Mogłaby co najwyżej rzucić się na niego z paznokciami, ale nie chciało mu się wierzyć, że okazałaby się tak głupia.
    -Widzicie przecie, że nic wielkiego się nie stało -próbował poprzeć przedmówców. -Najwyraźniej zaszło jakieś.... nieporozumienie. -stwierdził, starając się, by jego głos brzmiał łagodnie, uspokajająco, a przy tym rzeczowo.

    OdpowiedzUsuń
  43. Liam przez moment śledził wychodzącego jegomościa, gdy wtem nadarzyła się ta cała huczna sytuacja. Jedynka miał jednak wolne ręce i obserwował typa jeszcze przez długą chwilę. Jak się później miało okazać, człowiek poszedł do wędrownego kramarza, zagadał do paru dziewek, obejrzał się parokrotnie na gospodę i uszedł poza pole widzenia. Może to i dobrze, bowiem w gospodzie zaczęło się robić coraz goręcej. Atmosfera była gęsta i pachniała alkoholem i nienawiścią rasową. Dziewka, po raz wtóry dająca do wiwatu jęła teraz ciskać wyzwiskami - do czasu, aż ktoś nie wetknął jej kawała szmaty do gęby.
    Gospodarz zbliżył się, podniósł książkę i mimo, że elfka nie rzucała się, dostała przez twarz tak mocarnie, aż jej głowa obwisła. Patrząc na stojących najbliżej dodał.
    - Zabieram ją do obórki, tam ją nauczym moresu starym sposobem. Wam też potrzeba? - popatrzył po obcych. Ekipa Łopaty uśmiechnęła się wilczo.
    - Pewnie, pewnie że chcemy.
    - A wy? - zapytał Liama, Calevana i Nolana. - Macie potrzebę? Po co żeście do niej leźli, co?

    Wolfgang minął kowala śledzącego go dyskretnie wzrokiem pełnym jadu i podejrzliwości. Minął dzieciaki bawiące się kamieniami. Przesadził okrutnie głęboko śpiącego psa i znalazł się zaraz przed domostwem myśliwego. Po drodze obdarzył wędrownego kupca życzliwym spojrzeniem - jegomość niósł trochę tobołków, a i muł ładnie obsadzony, może i co ciekawego mają ze sobą?
    Zastukał w drzwi, raz, drugi i wtem jakiś głos, ale z boku zawołał go. Odwrócił się do kobiety, a raczej dzierlatki, podlotki acz ładnej w kształcie o gęstych i długich włosach w warkocz związanych.
    - Ktoście? Tatko na polowaniu.
    Drugi głos dobiegł z domu.
    - Kto tam? - była to matka, która wyszła do okna. - Coście za jedni?

    OdpowiedzUsuń
  44. Sytuacja zmieniła się diametralnie. Półelfka, jeszcze przed dwoma kwadransami szanowna przez miejscowych, nagle spadła na samo dno lokalnej drabiny społecznej. Nie, żeby Liam miał coś przeciwko nieludziom na swoim miejscu, ale bardzo nie spodobała mu się sugestia gospodarza. Bądź co bądź Pan Ojciec uczył go szacunku do kobiet, przynajmniej ludzkich, a w żyłach tej konkretnej płynął na tyle duży odsetek właściwego rodzaju krwi, że zrobiło mu się nieswojo na myśl o tym, co ją będzie czekać. Gdyby była elfką to co innego, one same się prosiły, matka pannicy najlepszym przykładem, ale w tej sytuacji...
    -To chyba nie nie będzie potrzebne -mruknął, wciąż blokując drzwi. -Nie ruszałbym jej na waszym miejscu, żeby się elfim syfem nie zarazić -skrzywił się i splunął celując na buty dziewczyny. -Obiłbym za bezczelność, to jasne, ale nie ryzykowałbym swoich najcenniejszych części ciała -zgromadzeni w karczmie mężczyźni błyskawicznie pojęli jakie to organy ma na myśli.Miał nadzieję, że to wystarczy, żeby porzucili ten pomysł. Nie miał nic przeciwko temu, że dziewczyna oberwie raz czy drugi, w końcu sama się prosiła, ale gwałt? Może i był zbyt prostolinijny i wychowany w rycerskich dyrdymałach, jak mu czasem powtarzali koledzy z dawnego oddziału, ale uważał, że pewne rzeczy nie powinny mieć miejsca. Nigdy i bez względu na sytuację. Jeśli jednak tamci się uprą to nie zamierzał walczyć z nimi wszystkimi. Niech robią co zechcą, on tutaj zostanie, mając nadzieję, że metyska nie będzie zbyt głośno wrzeszczeć. Nie zamierzał dla niej poświęcać misji, więc jeśli jego dotychczasowe słowa nie wystarczą to trudno. Oboje będą musieli z tym żyć.

    OdpowiedzUsuń
  45. Złośliwy uśmiech ustąpił miejsca pochmurnej posępności, gdy usłyszawszy co zamierzają zrobić z dziewką, stanął obok Liama. Tolerancja, tolerancją, wszyscy wiedzieli jaką zadrą dla ludzi były elfie komanda. Jak panoszyły się i mordowały niewinnych, jak nożami wycinali płody z ludzkich kobiet... Widział to oczyma duszy i nie akceptował takiego stanu rzeczy. Winnych należało ukarać, ale żeby mścić się na bezbronnej? Tym bardziej, że mogła być dzieckiem takich właśnie gwałtów na ludziach? Wyrzucone pewnie do rynsztoku, później zabawka w rękach żebraków i innego ścierwa. Pewnikiem nie raz bita do krwi za sam fakt bycia metysem - ale czy to był jej wybór?
    Mężczyzna skrzyżował ręce, wypiął pierś i spróbował.
    - Ja będę pierwszy! A jeśli komu nie w smak, to na pięści go wyzywam tu i teraz! - zadudnił na ile tylko miał sił. - Wiedzieć wam trzeba, żem jest mistrzem Obranek! Nie jednemu w ryj tam dałem i odniosłem zwycięstwo! No dalej, który spróbuje?! Żaden? Zabieram dziewkę... Sam! Prowadźcie do obórki i dajcie mi solidnego rzemienia! - w zamieszaniu puścił oczko do towarzyszy.

    OdpowiedzUsuń
  46. Nie zamierzał jej gwałcić, ale ta elfka w jakimś stopniu, może coś wiedzieć..coś co im się przyda. Jeśli tamci się nią zajmą pierwsi raczej nie będzie się nadawała do rozmowy.
    - No...wiecie jak teraz jest, kobity żadnej nie ma, a swoje potrzeby się ma....nożem mnie diablica by gardło rozpłatała, ja pierwszy się nią zajmę, dobra?.
    Liczył że się zgodzi, będzie okazja porozmawiać z nią...oczywiście będzie trzeba stworzyć nastrój i już wiedział jak się do tego zabrać, za młodu podziałało to i teraz...mianowicie kiedyś miał dostać od ojca łomot, wuj zamknął się z nim w pokoju i pasem lał po dłoni w rękawice, a młody Calevan miał się tylko wydzierać, musi się udać.

    OdpowiedzUsuń
  47. Wolfgang stanął tak, żeby nie być widzianym z okna i blisko drzwi.
    - Podróżnym jestem i jak usłyszałem, że w waszej sadybie Myśliwy mieszka, to zajrzałem aby się spytać, czy nie ma może piór na lotki w ilości którą na wymianę mógłby przeznaczyć. No i powiedzieć czego się w okolicy wystrzegać. Bo ludzie gadają o siłach straszliwych w lasach wokół, a ja nic nie napotkałem. Może ze złej a raczej dobrej strony poszedłem. U kumotra mojego - Hegemona zawitałem i on o tym, że u was ludzie dobre acz nieufne mieszkają rzekł.
    Westchnął głośno i kontynuował.
    - Takie czasy. Człek człekowi nie ufa. A ja chciałem jeno pohandlować.
    Stał spokojnie i baczył na otoczenie.
    Plecy miał blisko ściany domu, prawie jakby się o niego opierał.

    OdpowiedzUsuń
  48. Stanowcza postawa jednego jak i drugiego dała im moment wytchnienia. Wszyscy z wyjątkiem gospodarza spadli z pantałyku. Łopata i Tomaj - najmniej pijani bo wszak grali - pokiwali głowami i zaczęli uspokajać swoich towarzyszy. Dzieciarnia z nożami jednak była mocno, ale to mocno zaangażowana w cały ten ambaras. Krzycząc, złorzeczyli na Liam'a i Nolana - wyzywając ich od elfolubnych ciot i innych, mniej przyjemnych określeń. Dzieciak zeskoczył z pował i skrył się w głębi izby.
    Gospodarz patrzył długo i mierzył obu stojących naprzeciw mu ludzi. Oczami wyobraźni obliczał swoje szanse w przypadku potyczki. Miał niejakie doświadczenie - bić umiał. Nie raz przyszło mu pacyfikować mniej bądź bardziej awanturujący się tłum.
    - Dziewka idzie z nami do obórki i ja będę pierwszy, a później bijcie się, jeśli wasza wola, mnie za jedno. Kara jej nie ominie... Cisza! - ryknął potężnie przekrzykując powstałą wrzawę. - Ty jako drugi wskazał Nolana, potem ten twój koleszka, a na koniec dzieciarnia. Idziemy!

    Dziewka patrzyła na mężczyznę lekko rozdziawszy usta, uśmiechnęła się. Krzątanina jaka dobiegała od domostwa niezaprzeczalnie świadczyła o pracy jaką tam odbywano - na gwałt się przyodziewano. Wolfgang kiwał głową, słyszał więcej niż jedną parę butów. Z nasłuchiwania wyrwała go ta młoda, stojąca obok.
    - Skąd i dokąd idziecie Panie? Jesteście jakowymś myśliwym, jak mój tatko? - zagadnęła uśmiechając się pięknie. Kilka chwil później drzwi otworzyły się i wyszła wysuszona, choć wcale nie stara kobieta.
    - Co byście na wymianę mieli? - zapytała w ręku trzymając całkiem ładną garść piór. Lotki jak skonstatował z zadowoleniem były pierwszego gatunku.

    OdpowiedzUsuń
  49. Słysząc wyzwiska płynące od strony młodocianych nożowników Liam poczerwieniał gwałtownie i szarpnął się do przodu. Misja misją, dziewka dziewką, w tej chwili nic go to nie obchodziło. Liczyło się tylko to, że jakieś zasrane smarkacze, które wojnę przesiedziały za frontem, robiąc pod siebie ze strachu, teraz mają czelność ubliżać jemu, weteranowi, zasłużonemu żołnierzowi. Że mają odwagę rzucać mu w twarz obelgi o zamiłowaniu do długouchów! Jemu…! Żachnął się, odepchnął półelfkę (nie zważając, że dziewczyna zatrzymuje się na stole, pewnie boleśnie obiwszy biodro) i wściekły, ruszył w stronę miejsc zajmowanych przez tamtych. Dłoń instynktownie opadła na rękojeść sztyletu, który okazałby się zupełnie niepotrzebny, gdyby wzrok mógł zabijać.
    -Ty…! –warknął w stronę najbliższego –odszczekaj coś powiedział, kurwi synu! –popchnął chłopaka, mając nadzieję, że zrzuci go na podłogę. Broni na razie nie wyciągnął, choć w razie potrzeby zrobiłby to błyskawicznie. Widział wcześniej popisy tamtych i wiedział, ze jest od nich szybszy i zwinniejszy. Był też wściekły, to prawda, ale z każdym oddechem uspokajał się. Nie na tyle oczywiście, żeby gnojom odpuścić, ale przynajmniej wracała mu zdolność logicznego myślenia. I analizowania. I świadomość, że zareagował głupio, jak szczyl, którym już przecież dawno nie był.

    OdpowiedzUsuń
  50. Wolfgang uśmiechnął się do dziewki a potem spojrzał na starszą kobietę. Poszukał podobieństwa rodzinnego, lekko przekrzywił głowę jakby nasłuchiwał gorączkowej krzątaniny z środka domu.
    - Zależnie od tego, czy czegoś na podkreślenie urody czy ziół jakowyś szukacie. Mam też trochę grosiwa ale z nim najmniej chciałbym się rozstawać.
    Spojrzał na młódkę w dalszym ciągu pogodnie uśmiechnięty.
    - Raczej tropicielem, i nie zawsze na bezbronne zwierzęta chodziłem, czasem jakiś bandzior czy inny zły się trafił. Na potwory nie chodzę, bo o zdrowie dbam i takoż nie chcę się na nie natknąć po drodze. Prowadzę kilku ludzi do Alembru, w Obrankach nam rzekli coby tu o dalszą drogę pytać. Czego się wystrzegać i komu w paradę nie wchodzić.
    Zwrócił się z powrotem do kobiety.
    - Tę przygarść piór jak i trochę żywicy, i słowo u kogo można trochę dobrego drewna na strzały zakupić. Tylko do nieco większego łuku niźli ten co w ręku mam. Także z prośbą o wyjaśnienie tych niemiłych spojrzeń przez tutejszych rzucanych. Wyglądacie na kobietę mądrą i zacną także rzeknijcie mi czy komuś się tacy podróżnicy szczególnie nie podobają?
    Pogrzebał w kaletce po jednym z towarzyszy i wyjął parę ładnie wyglądających srebrnych kolczyków.
    - To na ten przykład dla podkreślenia urody. Jeśli chodzi o zioła
    Zaczął po kolei wymieniać te trudniej dostępne w okolicy i wartościowe na choróbska czy też rany.
    - Takie mam i kilka innych mniej bezpiecznych. Tojad, pokrzyk, ale to w okolicy też porasta, choć mało.

    OdpowiedzUsuń
  51. Mężczyzna pokiwał głową - rozumiał powody tego zajścia i jego konsekwencje. Mógł pozwolić gospodarzowi zabrać dziewkę, ale czy byłaby pomocna później dlań? Nie mógł być tego pewien. Dziewka pewnikiem zostanie potraktowana bardziej niż surowo - trzeba było działać, tylko jak? Wyzwać typa na pojedynek, na pięści? Nie chciał ryzykować tym bardziej, że obity ryj w żaden sposób nie przeszkodziłby reszcie rzucenia się na metyskę.
    - Na bogów! Sprzeniewierzacie się dobru jakie wyrządziła? Słyszałem o jej zasługach nie tylko tu, ale i w innych miejscach! Ratowała dziewki i dzieci z opresji wojaków. Nie dawno - zmyślał, ale brew mu nie drgnęła. Skojarzył fakt, że podobno jakaś osoba była widoczna, meandrowała w okolicach Obranek. Równie dobrze mogła to być ona. - Wyżynała maruderów szukających uciech! Tego samego dokonała na obrzeżach tu Glenvik! Tak ją chcecie potraktować?! - splunął mocno pod nogi gospodarza. - Za kogo wy się uważacie, co!? Za kogo rwa mać pytam?! Puszczajcie dziewkę, zabieramy ją stąd, z tej obory, z tego chlewu i od was, zapijaczone świnie!
    Widząc reakcję gospodarza, jego rosnące w zdumieniu oczy wyrwał mu dziewkę i podał Calevanowi - zasygnalizował "nie rób nic głupiego". Popatrzył za Liamem i pchnął Calevana do wyjścia.
    - Spierdalaj z nią - szepto-krzyk zadziałał jak czarodziejskie zaklęcie. - Na obrzeża, skryj się za pierwszą linią drzew i krzewów.

    OdpowiedzUsuń
  52. Nilfgaardczyk szybko pojął co i jak to i cała akcja gładko poszła, chwycił dziewczynę za rękę i wyprowadził ją z miejsca niedoszłego gwałtu.
    Przyjrzał się i była nawet niczego sobie, ale on nie gwałci...swoje zasady ma, jak na Nilfgaardczyka, kiedy tylko już oddalili się od budynku spojrzał dziewce w oczy.
    - Nic ci nie grozi - szepnął i zgodnie ze wskazówką Nolana, skrył się "za pierwszą linią drzew i krzewów"

    OdpowiedzUsuń
  53. Jeśliby kto odważył się teraz zajść do gospody, cofnąłby się już u progu i wrócił jutro, albo i pojutrze, taka gęstość złości wisiała w powietrzu. Piorunujące się spojrzenia, wykrzywione w przekleństwach usta i twarze, a przede wszystkim wyczuwalna aura niebezpieczeństwa. Młodzieńcy szczerzyli się - przewaga była po ich stronie, a wiadomo wszak, w kupie drzemie siła. Widok dobywanego miecza stłumił w nich jednak zapał i zamiast odpowiedzieć, przewrócili stół, sięgnęli po noże i taborety - byli gotowi ostro dać samotnemu po gębie. Tym bardziej, że nie widzieli, aby ktokolwiek szedł mu w sukurs, albowiem jeden z typów wyciągnął dziewkę na zewnątrz, a drugi mierzył się wzrokiem z gospodarzem. Ten ostatni przechylił głowę na bok, patrzył długo i nagle, krótkim sierpem posłał Nolana na podłogę. Uderzenie - skonstatował z przerażeniem - miało moc kafaru i gdyby nie bojowa zaprawa, urwałaby mu głowę. Wtedy zaczęło się pandemonium, którego nie sposób było opanować. Na całe szczęście po stronie Liama stawił się Łopata i Tomaj. Zrobili dość zamieszania, aby zdołali wynieść się na zewnątrz - nie goniono ich. Moment później Nolan doszedł do siebie, a Calevan siedział w krzakach. Dziewka dała się prowadzić. Nie szarpała się, nie uciekała. Szła posłusznie, wypatrywała, obserwowała i czekała, a szczęka to zaciskała się to rozluźniała z nerwów.

    Dziewka uśmiechała się i obserwowała nieznajomego. Mimo wyględności charakteryzowała się i bystrym rozumem. Na pytania znajdowała szybko odpowiedź - widocznie Myśliwy przykładał się do jej wychowania tudzież wykształcenia... a może to tacy ludzie jak ten ktoś, kto przebywał akurat z jej matką? Do Alembru jak się okazało są trzy drogi, dwie traktami i jedna, przez jej ojca wykorzystywana - przez sam środek lasu. Lasy południowo-wschodnie od strony Obranek podobno nawiedza jakaś zła siła. Podobno bestialsko morduje nawet całe grupy ludzi. Wieści o tym czymś pochodzą od wędrownych kupców i drwali, którzy będąc niedaleko zajścia, słyszeli okropne wrzaski i nieludzie wycie.
    Dziewczyna ni jak nie była podobna do starszej kobiety - była krąglejsza na buzi i miała pomimo młodego wieku, bardziej kobiece kształty. Starsza wyszła popatrzyła i wzięła się za handel, a mianowicie wymieniła po korzystnej dla obu cenie w ziołach. Poradziła, że takie drewienka to i ona ma, na poddaszu trzyma, gdzie leżakują sobie. Może przynieść jeśli tylko znajdzie co jeszcze ciekawego na wymianę. A na pytanie o spojrzenia odrzekła tak:
    - Tu się złe rzeczy dzieją. Nie dalej jak wczoraj naszych wieszali, a nam ogniem i nahajem w oczach zaświecili. Nie jest dobrze. Wojna, a wraz z nią złe charaktery się schodzą. Uciekają wojacy od wojska chcący się wykpić. Pomożesz takiemu i tobie jak i jemu śmierć.

    OdpowiedzUsuń
  54. Zanim trójka szczyli zdążyła zareagować Liam, z twarzą wykrzywioną wściekłością, sięgnął ku pierwszemu i ostrym szarpnięciem posłał chłopaczka na ziemię. Zydel, na którym siedział tamten, jeszcze nie zdążył do końca się przewrócić, a już kopniak w twarz uświadomił leżącemu, że użycie niektórych wyzwisk kończy się paskudnie złamanym nosem i krwią zalewającą całą twarz. I oszołomieniem wynikającym z pieprznięcia potylicą o podłogę. Biedaczek, nawet nie zdążył sięgnąć po schowany nieopatrznie nóż...
    -Jeszcze. Ktoś. Chce. Coś. Powiedzieć? -spojrzał na pozostałą dwójkę. Nadal był wściekły, ale już potrafił zapanować nad emocjami, wyżycie się na pierwszym pomogło.
    W tym momencie za plecami Liama pojawili się Tomaj z Łopatą. Młodziankowie, widząc niespodziewane wsparcie dla obcego, zrejterowali pod stoły, dlatego też jedyne, co pozostało oburzonemu Rivovi, to ciśnięcie za zasłonę jakiegoś gara, czy dzbana, z nadzieją, że chociaż jednemu rozbije łeb. Zaraz potem trzeba się było ewakuować na zewnątrz, jedną ręką łapiąc za porzucony wcześniej miecz, płaszcz i sakwę, a drugą pomagając wstać na wpół ogłuszonemu Nolanowi. Calevan i dziewka gdzieś w zamieszaniu zniknęli, ale Raven postanowił martwić się tym później.

    OdpowiedzUsuń
  55. Wolfgang do targów przystąpił jakby jego życie miało od tego zależeć, wychwalał, czasem zaś negatywnie oceniał przedkładane mu przedmioty. Pozbył się pewnej ilości ziół, udało się też mu zachować pewną ilość oddając ładny srebrny pierścionek. Dostał trochę drewienek, żywicę oraz pióra. Udało się też otrzymać kilka na wpół wyprawionych skórek w które zabezpieczył drewienka przed uszkodzeniem. Targi były zajadłe, widać było, że kobieta wie co mówi i zna swój towar, a on udowadniał, że jak każdy tropiciel wzrok ma bystry i znajdował każdy możliwy błąd. Po zakończonej dyskusji trwającej dla niektórych wieczność, a naprawdę kilka minut pozbył się pierścionka, sakwy z tytoniem, każdego z wymaganych przez kobietę ziół po połowie swoich zapasów, i dołożył marek trzy.
    - A wiela panienko zażądacie za opisanie tego skrótu przez las?
    Uśmiechnął się szczerze i z zainteresowaniem.

    OdpowiedzUsuń
  56. Mierzyli się wzrokiem, gdy wtem oberwał - poczuł potworną siłę i uciekającą spod nóg, a zbliżającą się do własnej twarzy ziemię. Spodziewał się siły, ale nie aż takiej. Zamroczony podniósł się na nogi gotów, nie gotów, na podjęcie dalszej walki, gdy wtem pojawił się Liam. Odciągnął i wyprowadził go na zewnątrz, gdzie dotyk chłodnego powietrza zrobił swoje.
    - Kazałem mu spierdalać z dziewką... pewnie poszli w tamtą stronę - wskazał kierunek i miejsce, którędy przyszli do wsi. - Trzeba tam pójść nim Czarnemu - splunął z wstrętem - przyjdzie co głupiego do głowy.

    OdpowiedzUsuń
  57. Liam nie tracił czasu na rozmowy, szybkim ruchem przypasał miecz i narzucił na siebie płaszcz. Słysząc wyjaśnienie Nolana pokiwał z uznaniem głową. Przy pierwszym spotkaniu uważał wojaka za typowego tarczownika, twardego, ale niezbyt sprytnego, czy zmyślnego, tymczasem z każdą chwilą przekonywał się, że oprócz walorów bojowych Ragginis posiada też wiele przymiotów ducha i umysłu.
    Obejrzał się, by sprawdzić, czy z gospody nie wybiega pogoń. Miał nadzieję, że sytuacja w środku dojrzała do zgodnego mordobicia "każdy na każdego", dzięki czemu nie zwrócono specjalnej uwagi na ich zniknięcie, ale pewności mieć nie mógł. Dlatego teraz szybko ruszył we wskazanym kierunku, co chwilę jednak rozglądał się bacznie. Wszak gdzieś jeszcze był ów strojny w dublet mężczyzna, który wyszedł kilka minut temu...
    -Bardziej bym się o czarnego martwił -mruknął, zrównując się z towarzyszem -nie dam głowy, że dziwka jeszcze jakiegoś ostrza nie chowała...

    OdpowiedzUsuń
  58. Ja będę tu obserwował, nie wsadź mi tylko noża w żebra..- spojrzał na dziewczynę - chyba udowodniłem że nie mam złych zamiarów? Gdybym wtedy powiedział dosadnie to by nie było problemu - zobaczył Liama, uśmiechnął się..w razie co to znajdzie ktoś jego trupa jak ta elfica mu wytnie numer, miał nadzieje że nie, ale jeśli spróbuje a on się obroni to biada jej..jego dłoń cały czas spoczywała na buzdyganie, miecz zostawił u kowala.

    OdpowiedzUsuń
  59. Kobieta z prawdziwym entuzjazmem podeszła do targów, znać było jej zadowolenie z udanej transakcji. Stare porzekadło mówiło, że kto samojeden na handel i targować nie zamierza, nie kupuj odeń azali trefne gówno sprzedać chce - lub jak mawiały na to krasnoludy "duweisheyss". Sama od siebie dołożyła kilka dodatkowych piór i innych rzeczy, które dla niewtajemniczonego za śmieci uchodziły, a dla kogoś takiego jak Wolfgang, za precjoza natury.
    Młoda skinęła główką, pochyliła ją i lekko przygryzła dolną wargę. Gdy odpowiedziała jej głos był słodki niby miód.
    - Jeśli wam wola... zaprowadzę, wskażę a i opiszę.
    Zauważył, że w osadzie przybyło dzieci. Latały między domostwami niby wróble. Krótkim świergotaniem przynosiły wiadomość: "idą", "wojsko", "chowajta się".

    Metyska bynajmniej nie chciała współpracować. W jej podświadomości wciąż echem dudniły słowa "gwałt" i zamieszanie, jakie jeszcze przed momentem miało miejsce. Działo się zbyt wiele i zbyt szybko aby mogła odpowiednio ocenić czy dopasować fakty. W tej chwili liczyło się tylko jedno "uciec" i taki był jej cel. Schowanej broni dotąd nie wyjmowała - wiedziała, że mężczyzna jest czujny i świadom jej aspiracji. Czekała wiedząc, że jeszcze moment, jeszcze chwila i rzuci się do chłodnego, skalkulowanego na uniknięcie pochwycenia, biegu.

    Jedynka oczami zmierzył całe zajście i pomimo burzowych nastrojów, nie wziął na siebie ani krztyny cudzego gniewu. Patrzył niby to leniwie, a w rzeczywistości bacznie obserwował zajście na zewnątrz. Dojrzawszy Liama wskazał głową kierunek.
    - Tam poszedł mieszczuch. Dzieciaki, które wcześniej posłano wracają. Chowajcie się. - brzmiały krótkie komunikaty.

    Z gospody nikt nie wyskoczył, nikt nie poszedł ich śladem. Dostali krótki komunikat od Jedynki, który wtopił się w role kogoś zupełnie obojętnego na wszystko. Zmierzając we wskazanym przez Nolana kierunku rozglądali się, dostrzegając nagłą żywotność dzieci i plotek jakie przynosiły; w większości brzmiące "idą", "chowajcie się". Dobiegając do miejsca skrycia usłyszeli szamotaninę...

    Elfka z rozmachem kopnęła go pod kolano. Zanurkowała pod kontrą, przetoczyła się i kopnęła raz jeszcze, w drugie kolano. Riposta nie dosięgła jej - cofnęła się z trzymanym - dobytym nie wiadomo skąd - krótkim nerkowcem. Nie atakowała, cofała się wiedząc, że po takich kopnięciach nie pobiegnie jej śladem. Usłyszawszy biegnących ludzi straciła na moment inicjatywę. Calevan wykorzystał to, uniknęła, ale uderzenie w ramię cisnęło ją na sążeń. Pomimo bólu wstała i rzuciła się do ucieczki. Liam i Nolan właśnie nadbiegli. Za ich plecami Calevan dostrzegał osadę i to, co powoli do niej się zbliżało - konny oddział kaedweńczyków.

    OdpowiedzUsuń
  60. Wiedział że tak się stanie, psiakrew.. nie będzie jej gonił, nie w obliczu podjazdu jaki gotowali im Kaedweńczycy. Bardzo szybko uznał że nie ma co gonić tej elfki, może przy innej okazji jej odpłaci i przepyta ją..po Nilfgaardzku rzecz jasna, w obliczu zbliżającego się od wschodniej strony oddziału Kaedweńczyków nie zważając na chwilowe zamrożenie w kolanach poderwał się do biegu i dopadł do Liama i Nolana.
    - Świnie Henselta zaraz tu będą, ja i Nolan chyba się pozbawiliśmy części uzbrojenia u Kowala. - wyartykułował szybko chwytając Liama za ramię by się na nim wesprzeć dopóki mrowienie w kolanach nie ustąpi.

    OdpowiedzUsuń
  61. Wolfgang uśmiechnął się ponownie do obu kobiet. W oczach zagrały mu psotne ogniki.
    - Mateczko, pomoglibyście moje zguby zebrać, coby im wojsko krwi nie napsuło?
    Mówił cicho, żeby ktokolwiek w środku przebywający nie usłyszał.
    - Ja i czterech ze mną do karczmy dotarło, teraz wartałoby, żebym zarobił na swoje wyciągając ich dalej do miasta. Trzeba było by im rzec gdzie mają się dostać ino rychło, a kto lepszy jak nie jaskółki po waszej osadzie świergolące. My wam spokój przyniesiemy wynosząc się stąd, wy w razie czego powiecie, że wam grozilim. Jak młoda dama tutaj obecna nam pomoże jako przewodniczka, to wróci i powie, że uciekła jakby pytali. Tylko ostudźcie głowy tym gorącym, bo jeśli się zdarzy nam wrócić, to nie chciałbym od razu na rozweseloną grupkę wyjść.
    Zebrał rzeczy, które zakupił i spaował je w ładny tobołek.
    - Zaczekamy przy wejściu na ścieżkę. Każdy pomocnik dostanie markę za pomoc. Zakładam, że jako osoba poważana tutaj zaopiekujecie się tą dziesiątką marek dla jaskółek?
    Spojrzał w stronę młódki i dodał.
    - Ruszamy panienko? Póki nie widzą, to nie będą pytań zadawać. Gwarantem jestem, że nic się wam nie stanie.

    OdpowiedzUsuń
  62. Słysząc o zbliżającym się wojsku Liam zaklął pod nosem. W obliczu takiego niebezpieczeństwa na dalszy plan schodziło śledzenie tajemniczego typka w dublecie, czy też kwestia półelfki. Gdyby dopadli ich Kaedweńczycy to cała misja skończyłaby się, zanim się na dobre zaczęła...
    W dodatku byli teraz rozdzieleni, Wolfgang poszedł do myśliwego, a Calevan...
    Calevan najwyraźniej miał jakieś kłopoty, bo z krzaków, w których miał się, wedle słów Nolana, ukryć wraz z dziewczyną dobiegł wyraźny odgłos szamotaniny i czyjeś głuche stęknięcie, gdy cios trafił w ciało. Riv przyspieszył, nie wiedząc co za moment ujrzy, w biegu sięgnął po miecz.
    Jego oczom ukazał się gramolący się na nogi Calevan i zbierająca się do ucieczki metyska. Widząc pomoc zatrzymała się za moment, zdziwiona, czy zalękniona, ale Liam rzucił w jej stronę krótkim -Spierdalaj, kretynko nieszczęsna! Żołnierze nadjeżdżają! -co w połączeniu z faktem, że zamiast ją gonić rzucił się sprawdzać, czy wszystko w porządku z jego towarzyszem, dało jej czas na ucieczkę. Niech zwiewa, zaprawdę była najmniejszym z ich problemów.
    Wbrew obawom Nilfgaardczyk nie był ranny, potrzebował tylko momentu, żeby dojść do siebie. Raven podparł starszego mężczyznę i wysłuchał jego słów. Skrzywił się, znowu zaklął i stwierdził.
    -Szef mówił, że da sobie radę, a w razie problemów powinniśmy się kierować na tą polanę, na której zatrzymaliśmy się przed wejściem do wioski. Będzie tam na nas czekał, albo my na niego. -dodał. -Jedynka został w karczmie, miejmy nadzieję, że sobie poradzi. Nie jest co prawda od nas, ale może nas zdradzić, jeśli go przycisną... -honor nakazywałby powrót do karczmy i pomoc temu, co im pomógł dnia poprzedniego, ale w zaistniałej sytuacji byłaby to głupota. Zresztą kusznik udowodnił już, że nie da sobie łatwo w kaszę dmuchać. -O broni możecie na razie zapomnieć -mówił dalej, przyglądając się kaedweńskiemu oddziałowi wlewającemu się na placyk pomiędzy karczmą, a kuźnią -nie ma najmniejszych szans, żebyście ją teraz odebrali. Gorzej, że kowal może opowiedzieć o dwóch obcych, którzy ją u niego zostawili. W takiej sytuacji jedyne, co nam zostaje to zwiać i przyczaić się.
    Rozejrzał się za najlepszą drogą ucieczki. Liczył przy okazji wjeżdżających żołnierzy, oceniał ich ekwipunek i zachowanie.
    -Możesz iść? -zapytał Calevana, który wciąż wieszał się jego ramienia -proponuję zaczekać tu przez moment, korzystając, że krzaki są niezłą osłoną i później przekraść się tyłem, łukiem za chatami i tym kartofliskiem, przez które przejechali. Zajmie to więcej czasu, ale rzadko kto rozgląda się za kłopotami z kierunku, z którego właśnie przyjechał. -stwierdził, mając nadzieję, że się nie myli i oddział rzeczywiście skupi się na dwóch najistotniejszym częściach wsi, czyli przede wszystkim karczmie, a w drugiej kolejności kuźni dając szansę na przemknięcie się zarówno im jak i Wolfgangowi. Jedynka, choć przybył w nimi, to na tyle nie rzucał się w oczy, że istniała spora szansa, że w powstałym zamieszaniu i jemu uda się zwiać.

    OdpowiedzUsuń
  63. Słysząc i widząc zamieszanie miał nadzieję, że wjeżdżający do osady wojacy nie przyuważyli, nie dostrzegli uciekających postaci czy stojącej niby kołek elfki. Komenda Liam'a w zupełności wystarczyła zarówno jemu - nie musiał strzępić ozorem - jak i jej - wzięła nogi za pas. Nilfgaardczyk widocznie miał złą rękę do kobiet i cóż, należało to poprawić inaczej przyszłość misji mogła stanąć pod znakiem zapytania. Nolan zanotował w pamięci aby wspomnieć mu o tym przy innej, spokojniejszej okazji.
    Dopadli do Calevana, ogarnęli jego obrażenia i ruszyli dalej, skradając się pośród krzewów i wysokich traw aby nikt ich nie zoczył.

    OdpowiedzUsuń
  64. Mieli rację, byli pozbawieni części rynsztunku. Wolfgang widział jak wpadają galopem pomiędzy chatem, jak wypędzają ludzi. Na jego widok dwoje jeźdźców spięło konie i zajechawszy, okrążyli. Choć widział ich tęgie miny i gotowe do użycia krótkie lance... Lance psiakrew!.. nic złego się nie wydarzyło. Pokłonili się przed prowadzącą go panienką, a ta oznajmiła nie bez buty, że jest...
    - Jestem jego branką - zachichotała niby podlotka, którą zresztą była. Jeźdźcy pokiwali głowami i choć czujnie przyglądali się nieznajomemu dali mu pardonu. Odpuścili i pojechali dalej, okrążać osadę.
    Idąc czuł jak dziewczyna napiera nań, jak kieruje nimi poza osadę. Dzieciaki przyniosły wieści, że wspomnianych typków nie ma w gospodzie. Jest jakoby jeden nowy, ale ten siedzi z boku i wdaje się w rozmowę z jednym z żołnierzy. Rozglądając się nie dostrzega nikogo znajomego - to dobrze.

    Cała trójka znalazła się za pierwszą linią drzew, za krzewami i wśród oczeretów. Niewidoczni obserwowali zajście w osadzie - na tyle daleko, że niewiele szczegółów doń docierało. Konni objeżdżali osadę. Kilkoro pojechało trochę w ich stronę, po czym jeden z konnych zeskoczył z kulbaki, i jął przepatrywać ziemię.

    OdpowiedzUsuń
  65. Widząc zbliżający się pododdział Liam zamarł w bezruchu. Przyszło mu to z trudem, bo pierwszym odruchem było rzucenie się na ziemię, aby całkowicie zniknąć, udało mu się jednak opanować i zostać tak, jak stał, a jedyną oznaką buzujących pod skórą emocji było bezgłośne "Kurwać", które dało się wyczytać jedynie z ruchu warg.
    -Ani drgnijcie - szepnął do towarzyszy, korzystając z faktu, że żołnierze byli oddaleni i nie mogli ich słyszeć. Nie był pewien, czy nie wystawia tym Nolana, Calevana i siebie na pewną śmierć, ale od zwiadowców z oddziałów Królowej Maeve nieraz słyszał, że znacznie łatwiej dostrzec ruch, zwłaszcza nagły, niż stojącego niby posąg człowieka, zwłaszcza jeśli jest choć częściowo zasłonięty. Miało to ponoć coś wspólnego z tym, że poruszenie rejestruje się mimochodem, nawet kątem oka, a do zauważenia szczegółów potrzeba wpatrywania się. Liam nie wiedział ile w tym prawdy, ale postanowił zaufać radom posłyszanym lata temu od doświadczonych tropicieli, zwłaszcza że krzaki, które oddzielały ich od Kaedweńczyków, były wyjątkowo dorodne. Nie powinni ich dostrzec, a jeśli z plątaniny tropów pozostawionych przez tutejszych mieszkańców obserwujący zdołają wypatrzyć te należące do drużyny i półelfki i jeszcze stwierdzić, że to właśnie nimi należy podążyć, to... To chyba znaczy, że i tak nie mieliby szans na ucieczkę... Stał jak wmurowany, na podobieństwo rzeźby, jedynie w duchu wznosząc modły do wszystkich bogów, w których na dobrą sprawę nie wierzył. Ale może akurat słuchali i zechcieliby ukazać swoją moc, ochraniając grzesznika i dając mu tym samym szansę na nawrócenie...?

    OdpowiedzUsuń
  66. Sytuacja była nieciekawa, nie dość że są rozbrojeni to jeszcze rozbici, nie zamierzał drgnąć, czekał nerwowo może się oddalą? Jakby wyszło że jest Nilfgaardczykiem miałby najbardziej złą sytuację z całej kompani. Henseltowi dawno ktoś powinien wsadzić sztylet w żebra, parchata świnia.
    Leżał bardzo blisko Liama, teraz nie było mowy o jakich zmianach pozycji.
    - A niech mi tylko co z kieszeni zginie - szepnął uśmiechając się do Liama, oczywiście był to żart, tak czy owak Liam nie będzie chyba na tyle nierozważny by podnosić larum.

    OdpowiedzUsuń
  67. Wolfgang prowadzony przez "brankę" czuł się bardziej napięty niźli cięciwa jego łuku. Dziewczyna swoimi żartami odwracała świetnie uwagę, aczkolwiek balansowała na krawędzi ryzyka. Kiedy weszli głębiej między drzewa prawie zachłystnął się powietrzem.
    - No panienko, potrafisz nadać emocji swemu porwaniu. Aczkolwiek nie skłamałaś.
    Uśmiechnął się i spokojnie zdjął cięciwę z mniejszego, używanego przez Kruka łuku. Następnie zdjął z pleców coś co u mniejszych osobników zwracało by uwagę a u niego było nieco dłuższym pakunkiem. Oczom ukazał się jego faworyt, cisowy. Z lekkim sapnięciem nałożył na niego cięciwę i wybrał trzy strzały z własnego zapasu.
    - Podejdziemy do polanki jakieś ćwierć stajania stąd idąc wkoło osady lasem. Tam się moi podróżni powinni zebrać i czekać na mnie. Bardzo chciałbym z panienki pomocy aż do miasteczka skorzystać, ale to za dużo ciekawskich spojrzeń może przyciągnąć.
    Spojrzał się w jej kierunku.
    - Może wy co ciekawego opowiecie. Skąd te wieszania, w takiej sile patrole. Nie słyszałyście czego aby?
    Po przepakowaniu ekwipunku poprowadził ostrożnie dziewczę w miejsce spotkania. Bacząc wokół, wiedząc, że ona iść będzie beztrosko, acz cicho.
    Ruszyli w stronę polanki.

    OdpowiedzUsuń
  68. -Bardzo, kurwa, śmieszne. -Syk stojącego bez ruchu Liama był ledwie słyszalny. Riv nie odrywał wzroku od tropiącego żołnierza, ani reszty, którą widział przed sobą, jednocześnie pilnie nasłuchując, czy ktoś nie zachodzi ich od tyłu, czy boków. -I nie wierć się tak, bo pomyślą, że to odyniec i urządzą polowanie. -dodał tak samo cicho.
    -Nolan, -zaryzykował szybki rzut oka w stronę drugiego z towarzyszy. -droga czysta? -w chwili, w której kaedweński tropiciel zsiadł z konia i zaczął przyglądać się śladom, Ragginis akurat przypatrywał się trasie, którą zaplanowali uciekać. -Jeśli tak to czekajcie na mój sygnał, jak nikt nie będzie się tu gapić to dajemy w tył i w długą. -wiedział, że jemu i Nolanowi wystarczy moment, w najgorszej sytuacji był Calevan, który, zamiast stać jak go proszono, wolał rzucić się w poszycie by dokumentnie zniknąć. Teraz będzie musiał stracić kilka sekund na zerwanie się na nogi, oby te sekundy nie okazały się kluczowe. Kto jak kto, ale Liam czekać na niego nie będzie, jedyne co może zrobić to wybrać na tyle długi moment nieuwagi Kaedweńczyków, żeby Nilfgaardczyk zdążył.

    OdpowiedzUsuń
  69. Mężczyźnie z trudem przychodziło oddychać. Obawiał się, że odetchnięcie może zwrócić uwagę tamtych - choć wszak było to niemożliwe. Pochylony, bardzo powoli i niezwykle ostrożnie wycofywał się w głąb lasu. Nagły ruch - wiedział to - byłby ich wyrokiem śmierci. Cofał się więc z niezwykłą starannością stawiając stopy. Gdyby widziano go teraz, pomyśleliby, że oto tropiciel, zwiadowca mać lezie przez las, a nie toporny wojak. Dotąd zawsze mając w pogardzie zadzierających głowę zwiadowców, pragnął być jednym z nich, albo aby chociaż część ich umiejętności należała i do niego. Cholerna ironia, aż kipi z radości widząc jego niezdarne działania.
    Znalazł w miarę pewny grunt i ścieżkę, dostatecznie osłoniętą i zarazem na tyle stabilną, żeby nie ugrząźć w niej w trakcie ucieczki.
    - Mój ojciec był złodziej, kurwa jego mać i bynajmniej nie był Rivem - cisnął przez zęby dość mając już tej durnej uszczypliwości. - Morda tedy i wycofujemy się, powoli, kierwa, jakbyście baletnicami byli. Powoli i ostrożnie... stój.... lekko w lewo, dobrze i teraz dwa kroki do tyłu, będzie korzeń i dalej spokojnie... spokojnie...

    OdpowiedzUsuń
  70. Podniósł się powoli bez gwałtownych ruchów, ostrożnie stawiał kroki wycofując się, jeden nieostrożny ruch i po nich..co mu strzeliło żeby się kłaść..ale udało mu się podnieść, jest suckes w razie co to mogą spierdalać a konnica ich szybko w tej gęstwinie nie weźmie.
    - Zapamiętaj sobie Liam - szepnął - Jak komuś powiesz że miałeś Nilfgaardczyka pod swoimi nogami to - skończył.

    OdpowiedzUsuń
  71. "Nie byłby to pierwszy raz, choć wcześniej raczej nie pozwalałem im być bezczelnymi." Dopowiedział Riv w myślach, nie chcąc tracić czasu, ni oddechu. Rzucił ostatnie spojrzenie w stronę tropiciela, szczęśliwie znów pochylonego nad śladami i reszty żołnierzy, zajętych kręceniem się to tu, to tam. Dopiero wtedy zaczął się wycofywać, powoli, zgodnie ze wskazówkami Nolana, w duchu dziękując sobie, że zdążył schować miecz.

    OdpowiedzUsuń
  72. Dziewka nijak nie ukrywała swojegp podniecenia - cała sytuacja mocno ją pobudziła co uwidaczniało się w lekko rozchylonym ustach, szklanych, próbujących uwodzić oczach i nabierających kolorytu policzkach. Myśli jej fantazji galopowały pod szalony wiatr jakim była przyjemność z najemnikiem i nieznajomym zarazem. Lekko zwilżyła usta nim odpowiedziała na zadane pytania.
    - Jest li tu rewolta. Chłopi bić chcieli to ich dla pokazania powiązali i powiesili. Nic to niezwykłego. Zawżdy tak bywa, że na wojnie chłopstwu pod miecz los pisany. Tatko tak mawia i dlatego my uchodzić dalej będziem. Zamyślim przejść Pontar i czas jaki w Redanii ostać, a dalej... dalej się obaczy.
    Kilkoro jeźdźców minęło ich o jakieś dziesięć kroków w żaden sposób nie indagując - dziewka położyła dłoń na pośladkach idącego obok mężczyzny. Żołdak zaklął na służbę i ostre rozkazy.
    - Konni mieli na południe iść. Z podjazdami się bić. Podobnież w Czarcie ranion leży ważny jeniec wojenny co nowiny za życie sprzedał. Powiadają, że nie pierwsze w tej wojnie. Czemu tak patrzycie? Skąd li to mogę wiedzieć? Wiem ci ja dużo bom uczona! Obaczona w życiu i świecie. Słucham uważnie i patrzę żywo, a teraz... - rzekła już na stronie zsuwając ramiączka, obnażając młode, drobne piersi. - Będziecie mnie brać w tej całej swej zbroi czy może mam li pomóc jakoś?

    Wycofanie szło im nadto gracko - nie uchybiłby im nawet leśniczy, gdyby nie jedna rzecz, a raczej istota o lekko szpiczastych uszach. Jeszcze nie tak dawno pochwycona i następnie uciekła, metyska rzuciła w nich kamieniem. Feralny poleciał tak, że obiwszy drzewo, zastukał niby dorodny dzięcioł. Wszyscy zatrzymali się w półkroku patrząc i nasłuchując. Idący po ich śladach zatrzymali się, popatrzyli po sobie rzekając coś cicho. Tropiciel wspiął się na konia i zawrócili w stronę wsi, a oczeretów dało się słyszeć nie tak odległe "Bloede Arse!"
    Widzieli, że podjazd zaczyna powoli się grupować w centrum wsi. Jakieś postacie idące na stronę - zbyt odległe do rozpoznania.

    OdpowiedzUsuń
  73. -Kurwa w dupę jebana mać -wyrwało się Liamowi, skulonemu nagle pod jakimś krzakiem, bo kamień o mało co nie rozbił się na jego czerepie. -Nieludź pierdolony, dziwka oczadziała -wyklinał dalej, nie dbając o to, że szlacheckiego jest pochodzenia i pewne decorum winien zachowywać. Wściekłość na metyskę, która tak się odwdzięczała za darowanie życia, przebijała przez rozsądek. Nie na tyle, aby zaczął się wydzierać, ale milczenia zachować nie potrafił. Nie w tej sytuacji.
    -W długą, każdy w inną stronę, zanim się zorientują ilu nas jest -rzucił w stronę towarzyszy, po czym ruszył w prawo, zamierzając obejść wieś jeszcze większym łukiem niż pierwotnie zakładali.

    OdpowiedzUsuń
  74. - Ty parszywa suko - wysyczał, żałował że jej nie pociął gardła, zgodnie ze słowami Liama udał się inną drogą, uzbrojony jedynie w buzdygan..może być ciekawie, niepotrzebnie darowali jej życie...czuł że będą problemy, jakby ją zarżnęli byc może świnie Henselta by im przyklasnęły i pojechały dalej.
    Misja na dobre się nie zaczęła, a może się szybko skończyć..już stracili ludzi, nie było kolorowo.

    OdpowiedzUsuń
  75. Wolfgang spokojnie wysłuchał wywodów dziewczynki o buncie chłopstwa, wieszaniach jak i rannym. Po jej pierwszej oznace napalenia jak kotka w marcu począł sobie w myślach powtarzać listę chorób następujących w wypadku powikłań porodowych jak i zasady leczenia zgorzeli. Potem kolejno przewertował w myślach zwany przez studentów "De Revolutionibus Orbium Meretrixum" opiewające bóle wszelakie po złapaniu parcha czy innej formy rzerzączki.
    Spojrzenie wyrażało mniej więcej tyle co portret naścienny pradziada Demawenda.
    - Wszystko w swoim czasie, jak mówiłem, najpierw dojdziemy do polanki, potem zaś jeśli jeszcze emocje Tobie nie przejdą to chętnie dam tobie zaopiekować się tym i owym.
    Delikatnie uszczypnął jedną z piersi, strzelił sążnistego klapsa, po czym poprawił jej ramiączka.
    - Jeszcze się przeziębisz i zaczniesz kichać, a po co to komu.
    Uśmiechnął się bez większego przekonania.
    Dokończył przygotowań, lekko sobie przerzucił ubraną i przykrytą płaszczem dziewczynę przez ramię i ruszył w kierunku miejsca spotkania.
    - A teraz cichutko, i bez zbędnego wierzgania.
    Oczy bystro przepatrywały okolicę w poszukiwaniu niebezpieczeństw a uszy strzygły na każda zmianę w melodii lasu.

    OdpowiedzUsuń
  76. Do stu kurew - pomyślał nie wiedząc co się dzieje. Kątem oka złapał nagły ruch obu towarzyszy. Nie wiedział co wydało dźwięk, dlaczego krzyczeli - powód mógł być jeden, zobaczyli ich i należało spierdalać w podskokach, albo uczynić to co zwykł mawiać w takim momentach dziadek - schowaj się za pierwszym lepszym drzewem, przykryj mchem i innym gównem i udawaj, żeś jest takie właśnie gówno, a rozpędzeni w zapale wojacy miną cię szukając uciekającego wiatru w polu. Tak też zrobił wywijając kozła prosto w mokre i przylegając wśród gęstwiny do pierwszego lepszego, dającego szanse na skrycie za, konarem. Słysząc jakieś elfie czary ni to klątwy, ni to sranie, splunął, smarknął i rzekł
    - Łeb murwie urwę... - oczy otaksowały otoczenie, nasłuchiwał i czekał - ... ja pierdolę.

    OdpowiedzUsuń
  77. Nikt ich nie słyszał, nikt nie zauważył - konni zawrócili i odjechali czymś strwożeni. Uciekający w gęstwinach skryli się za płaszczem strachu, który niby widmo poraził śledzących. Sami jeszcze o tym nie wiedząc, wkraczali w domenę czegoś znacznie gorszego. Jak gdyby uderzając o wodę, przebijając jej taflę, odczuli dreszcze i trwogę. Obejrzeli się szukając siebie nawzajem, nie dostrzegali nikogo. Każdy skryty w innym miejscu, w oddaleniu od siebie, musieliby krzyczeć aby się porozumieć - a to mogło okazać się bardzo złym pomysłem.

    Idąc odczuwał wielką ulgę widząc jak jeźdźcy gromadzą się w osadzie, jak odstępują od poszukiwań śladów w jej obrębie - poza jedną grupą. Kilkoro konnych wskoczyło na siodła, zadziałali i ruszyli z powrotem do Glenvik. Wracali z okolic, gdzie czekać powinni jego towarzysze. Miał złe przeczucie.

    OdpowiedzUsuń
  78. Gdy Liam pokonał odległość kilkudziesięciu metrów w prostej linii w bok poczuł się nieco bezpieczniejszy. Zatrzymał się, oparł o drzewo i pozostał w tej pozycji przez chwilę, rozglądając się i nasłuchując. Uspokojony brakiem pogoni, czy odgłosami świadczącymi o tym, że któryś z jego towarzyszy został pochwycony, ruszył w stronę umówionej wcześniej polany nieopodal Glenwik. Ponieważ podczas ucieczki odbił od pierwotnie planowanej trasy miał teraz do pokonania dłuższą trasę, jakieś kilka-kilkanaście minut ostrego marszy nie po ścieżkach, a na przełaj przez las,lub wąziutkimi przesmykami wydeptanymi przez zwierzęta. Z jednej strony potrwa to dłużej niż zakładał i będzie żmudną robota, z drugiej, nawet gdyby trochę przy tym pohałasował to szansa, że spłoszy lub zaalarmuje jakiegoś człowieka była doprawdy nikła. Rozejrzał się ostatni raz, odkleił od pnia, poprawił płaszcz i dobytek po czym ruszył.

    OdpowiedzUsuń
  79. *Dobył buzdygan, lepiej mieć cokolwiek w dłoni to może uratować życie niż nerwowe szarpanie dłonią w poszukiwaniu czegokolwiek* Najwyżej znajdą mego trupa*mruknął Nilfgaardczyk, wyraźnie odczuł zmianę aury, zaraz okaże się że wpadnie na Scoia'tell i będzie mial problem, albo na coś jeszcze gorszego..jakiś inny D'yaebl, nie widział swoich towarzyszy*

    OdpowiedzUsuń
  80. Siedział w jakiejś mało przyjemnej brei. Przylgnął do konaru i zamknął oczy, aby białkami nie zwrócić niczyjej uwagi. Czekał i nasłuchiwał. Po kilku chwilach, gdy nabrał pewności, otworzył oczy i obejrzał się. Wyrozumiawszy, że jest bezpiecznie, ruszył do umówionego miejsca. Rozglądał się przez kilka momentów szukając ułatwiających rozeznać się w położeniu znaków. Szedł powoli. Szukał towarzyszy.

    OdpowiedzUsuń
  81. - Psiekrwie.
    Mruknął Wolfgang i ruszył lekkim truchtem omijając wszelkie przesieki w stronę polanki zwanej przez niego awaryjną.
    - Ludzi nie słuchają, w mądrość okoliczną nie wierzą i wychodzi potem szydło z rzyci. No, ale nie ma co po próżnicy tragizować, trzeba sprężyć kroki, jak to mówił Jaskier poeta uciekając przed Ojcem hrabianki Ellany z Denesle.
    Poprawił sakwę, ułożył lepiej niesioną pannicę i dla podniesienia jej tętna dał klapsa aby poczuła, że zainteresowanie nie zanikło. Zrobił to pilnując drugą dłonią aby dźwięk krzyku się nie rozniósł.
    - Wszystko w swoim czasie, panienka wybaczy ale preferuję sam wybrać miejsce na dłuższe zabawy w tatę-mamę.

    OdpowiedzUsuń
  82. Minęło kilka chwil nim odnaleźli się nawzajem na polance, gdzie czekać mieli przybycia Wolfganga - ten pojawił się po kilku chwilach, na tyle długich, aby mogli dojść do siebie i porozmawiać. Prezentowali się naprawdę różnie, bardzo różnie, obszarpani, pokryci zielskiem, błotem czy innym wpadającym w kompozycję gównie. Zbrojni nie napastowali ich zajęci czymś mającym miejsce w centrum osady. Glenvik wydawało się żyć pełną piersią. Sylwetki ludzi majaczyły w oddali, na przekór powoli pogarszającej się pogodzie. Czuć było chłód jaki ciągnął od odległych chmur.

    OdpowiedzUsuń
  83. Wolfgang wyszedł na polankę z dziewczyną przerzuconą przez ramię. Postawił ją szarmancko i uśmiechnął się jak rozbrykany dzieciak.
    - Czołem chłopaki. Wyglądacie jakby naszła was chęć na miłość z naturą. Obecna tu młoda dama pomijając chęć na małe zapasy poziome opowiedziała co i jak się w okolicy dzieje. Otóż na południowy wschód od wioski...
    Wolfgang pokrótce streścił czego się wywiedział i gdzie kto interesujący bywa.
    - Teraz trzeba nam dotrzeć do Alembru. Młoda dama kawałek nas poprowadzi, potem zrobimy sobie mały popas i takie tam a następnie ruszymy dalej. Chyba, że młoda dama upatrzyła sobie jakiegoś rycerza tutaj.
    Spojrzał na dziewczynę.
    - Decyzja do Ciebie młoda damo należy. A nuż się tobie bardziej gładysz jakiś widzi bardziej.
    Spokojnie przykucnął na ziemi i po kolei uporządkował swoje zakupy.
    - A co tam u was słychać?

    OdpowiedzUsuń
  84. Riv, który nadszedł jako przedostatni, zaledwie na kilka minut przez Wolfgangiem, zaiste wyglądał, jakby cały las sprzysiągł się przeciwko niemu. A konkretnie wykrot pełen błota, jakaś kałuża, niewidoczna pod kożucha rzęsy wodnej, wyjątkowo namolne pnącza jeżyn, czy innych malin, a w dodatku oddająca znienacka gałązka młodej leszczyny, jak zakończył, wskazując na świeży ślad na policzku. Na widok niesionej przez szefa pannicy zdziwił się wyraźnie, ale szybko pokrył zmieszanie szerokim uśmiechem, tym jaśniejszym, że wyróżniającym się na tle umorusanej błotem twarzy, którą zresztą młodzian szybko ją oczyszczać, wykorzystując w tym celu skrawek czystego jakimś cudem płótna, które wyjął z zakamarków bagażu.
    -Śmy się szefie zaczynali lekko martwić -rzucił w stronę Auerbacha nie przestając jednocześnie strzelać spojrzeniami ku pannie. -Niezły łup sobie szef przygruchał, nie ma co -parsknął kpiąco, acz dobrotliwie i wykonał w stronę dziewczyny parodię szlacheckiego ukłonu.
    -Daleko do tego całego Alembru? Zdążymy przed nocą, czy znowu przyjdzie jak zające pod miedzą spać? -drążył temat, z miną jasno pokazującą jak mało podoba mu się druga opcja. -Szefowi to dobrze, przytulankę sobie chociaż znalazł, cieplej mu będzie. -w tym samym momencie zakończył i marudzenie i oczyszczanie się z grubsza z tego co się doń przyczepiło podczas marszu przez las.
    -U nas nic specjalne ciekawego -wyjaśnił -w karczmie się tłok i awantura zrobiły, tośmy się przenieśli w miłe okoliczności przyrody, które jednak, jak szef widzi, okazały się... nieco zbyt namolne. -wyszczerzył się, wskazując na stan swój i reszty towarzyszy. -Bardzo tej przyrodzie zależało, żeby się z nami blisko zaprzyjaźnić.

    OdpowiedzUsuń
  85. Pojawienie się Nolana skwitowano śmiechem i parskaniem, albowiem mężczyzna nijak nie wyglądał jak człowiek, a ruchoma kupa wszystkiego co tylko w lesie żyło, bądź martwo spoczywało na ziemi. Położywszy się na ziemi tak jak stał, upodobniłby się do leśnego runa w mig. Taka to była konsekwencja bawienia się w górskiego trapera, czy innego myśliwego, którym Ragginis bynajmniej nie był. Co to to nie. Nolan był wojownikiem, z mniejszymi jak i większymi sukcesami torującego sobie drogę w wojskowej karierze. Ta - jak to bywa z dziwkami - była przewrotna i kurewsko niewygodna. Sztab, stołek, piękna sprawa, gdy przychodzi uciekać z łupami - on tak nie potrafił, był innym człowiekiem. Całe życie pracujący fizycznie, niezbyt wyznawał się w arkanach taktyki czy innego pochłaniającego resztki czasu gówna... Dzisiaj jednak musiał pracować i jednym i drugim, czego efektem był właśnie jego wizerunek - przy gównianych skojarzeniach pozostając - iście leśna sraczka wszystkiego z wszystkim.
    Na widok panny stropił się nieznacznie budząc dodatkowe pohukiwania i śmiechy. Stary, a głupi - pomyślał o sobie.
    - No takiemu do dobrze. Pójdzie w tany, na balety, dziewkę porwie iście w romansidle - uśmiechnął się szczerze wyglądając jak leśny troll po przejściach.
    - Jak dla mnie - strzepał coś co wyglądało jak mech, mchem wcale nie będąc - to w Glenvik dość głośno i zawierucha jaka. Jeślim się dobrze wyznaję, to przed wieczorem zdążymy. Szkoda, że koni nie mamy. Byłoby szybciej i wygodniej, ale i niebezpieczniej - poprawił sam siebie. - Co robim z kowalem? Śmierdzi od niego niby od starej kapusty. Bierzemy go żywcem czy w drodze powrotnej zaczepim o Glenvik na moment?

    OdpowiedzUsuń
  86. Cały uwalony w błocie, nie żeby mu to przeszkadzało ot trudy wojaczki, spojrzał na dziewkę...pasował, miał swoją w Nilfgaardzie, poza tym jeszcze zrobi bachora i będzie miał nieprzyjemności.
    - Zazdrościsz kolego? - spojrzał na Nolana, ten elaine blath chyba mu się podobał, no jemu też się podobał ale zasady miał.
    Usłyszał pytanie Liama o drogę do Alembru, powinien mieć mapę...miał ją przynajmniej - spójrz sobie Liam - szukał jej po swoich rzeczach - bloede arse - rzucił krótko jakby się wkurzył że mapy nie ma...szukał dalej i głębiej w końcu wymacał starannie zwinięty rulon. - Popatrz sobie sam...

    OdpowiedzUsuń
  87. Wolfgang wyszczerzył się jak przysłowiowy wąpierz do tętnicy szyjnej.
    - ta młoda dama jest naszą przewodniczką, aczkolwiek sama chciała też być przeprowadzona przez pewne ścieżki. Co do kowala, to chętnie bym popatrzył jak narażasz się na śmierć pchając się do wioski w której stoi grupa jazdy. Jeśli śmierdzi, to śmierdzieć nie przestanie. A co się odwlecze to nie uciecze, co najwyżej nasiąknie większą ilością wiedzy. Ja teraz przez chwil parę zajmę się przyjemnościami życia.
    Zaśmiał się chrapliwie. Spojrzał po grupie i pytająco na dziewczynę.
    - Jeszcze coś wartego poruszenia? A waćpanna niech chłopakom również opisze trasę którą mamy się poruszać a potem na chwilę ich samych zostawimy.

    OdpowiedzUsuń
  88. Raven, słysząc przekleństwo, elfie czy też nilfgaardzkie, jedna zaraza, w ustach Calevana, skrzywił się i rzucił zaniepokojone spojrzenie w stronę dziewki. Na szczęście było ona skutecznie rozpraszana przez Wolfganga, więc raczej nie dosłyszała słów ani akcentu, jaki mimowolnie wdarł się w wypowiedź Mortisa. Mężczyzna był dobry w ukrywaniu swojego pochodzenia, ale żeby robić to używając ojczystej mowy trzeba być lepszym. Jak Liam na przykład.
    -Klnijże może jakoś bardziej kulturalnie, co? We wspólnym na przykład. –syknął, pochylając się w stronę Nilfgaardczyka. –Nie jesteśmy sami. –dodał ostrzeżenie. Popatrzył z pogardą na trzymany przez tamtego rulon i parsknął.
    -Mapa, stara, kartografowie swoje, a rzeczywistość swoje. Wolę zaufać lokalnemu przewodnikowi, który wie co i jak niż znaczkom namalowanym na pergaminie cholera wie przez kogo i cholera wie jak dawno. –stwierdził –W ten sposób mniejsza szansa, że się człowiek właduje na coś nieoczekiwanego..
    -Dobrej zabawy, szefie i tobie, panienko –wyszczerzył się do obojga. –My sobie tutaj poczekamy. –rozejrzał się w poszukiwaniu jakiegoś suchego i względnie czystego kawałka, na którym mógłby przysiąść.

    OdpowiedzUsuń
  89. Wolfgang poprowadził dziewkę, a raczej dał się prowadzić - bardzo skwapliwie i niezwykle chętnie w nieodległe, nieco bardziej zalesione miejsce... Minęło kilka dłuższych chwil, gdy oboje wrócili. Zaróżowione policzki i wciąż nierówny oddech ani chybi świadczyły o nie małych zawodach jakie odbyli. Dziewka poprawiła na sobie suknię i narzuconą nań tunikę. Siadła mierząc co jakiś czas Wolganga nieco drapieżnym spojrzeniem. Moment później wszyscy ruszyliście... gdzie i dokąd? Zadecydujcie... a ja przygotuję większą aktualizację.

    OdpowiedzUsuń
  90. Liam powital powracającego szefa i pannę wielce domyślnym uśmiechem.
    -To co, do Alembru zanim się ściemni? -zapytał, podnosząc się z pniaka na którym przysiadł wcześniej.

    OdpowiedzUsuń
  91. Wolfgang odwzajemnił uśmiech i rzekł.
    - Ano, także ruszajmy.

    OdpowiedzUsuń