sobota, 26 marca 2016

Dolina Pontaru, dnia 29/30 lipnia 1273 roku: Ciemność


Drużyna zanurzyła się w ciemność i śmierdzącą, nieprzyjemną breję za wodę się podszywającą. Paskudna ciecz z zanurzonymi weń korzeniami i rzeczami, które lepiej aby dalej pozostały niewiadome, utrudniała przeprawę. Przecisnęli się wąskim gardłem, cudem uchowawszy płonące łuczywo. Światło pochodni osłabło, ale wciąż dawało na tyle jasności, aby rozświetlić kawernę. Tunel wprowadził ich do szerokiej jamy pełnej występów i różnorakich grzybów, których szerokie kapelusze i bladość zupełna budziła jakiś niepojętny lęk. Było ich bowiem tak wiele, a rosły tak gęsto, że mogłyby skryć czającą się podle ich istotę. Widzieli świadectwa obecności czegoś: wygniecione legowiska, rozrzucone chaotycznie kości, popękane kamienie, groty i inne rzeczy. Patrząc na nie czuli napawającą ich grozę. Coś tu bytowało i żerowało na podróżujących, albo szło na żer do miast i osad - nie sposób wymiarkować.

Z komory widno dostrzegli kilka tuneli, z każdego dało się poczuć wiatr - przeciąg. Ktoś nieobyty w okolicy nijak nie zdołałby wymiarkować dokąd do garnizonu. Oni jednak mieli na usługi człeka, za lokalnego strażnika uchodzącego. Wiedział gdzie powinni pójść, choć nie była to jego własna wiedza. Szli, ostrożnie stawiając stopy, przepychając się przez ciemną, kleistą breję.

Idąc w półmroku, gdzie światło mogło uratować i zarazem ściągnąć na nich wszelkie zło, nie potrafili zliczyć czasu jaki mijał. Zdawać by się mogło, że minęły godziny choć mogły to być ledwie minuty. Im głębiej wchodzili w tunel, tym gorzej znosili własne towarzystwo. Byli zdenerwowani, rozeźleni i jednocześnie w stałej gotowości. W każdej chwili coś mogło ich pochwycić i wciągnąć w mrok. Bali się. Oglądali się trwożliwie, a ciemność maskowała ich strach. Mogli uchodzić za zuchów do czasu, gdy kto im nie przyświeci pochodnią.

Zatrzymali się zdjęci trwogą. Wszyscy zebrali się w jednym miejscu. Patrząc po sobie szukali odpowiedzi na pytanie "co to było?". Ni to ryk, ni to gulgotanie rozbrzmiało właściwie wszędzie. Moment później odczuli jak niewielka fala dociera do nich. Coś weszło do wody - niedaleko. Tunel jakim akurat szli był całkiem szeroki (spokojnie trzech mężów ramię w ramię mogło iść do przodu) choć mocno podtopiony. Woda właściwie sięgała im pod pachy. Ponad to mieli niewiele więcej przestrzeni, prawie ciemieniem po ziemistym stropie ciągnęli.

sobota, 23 stycznia 2016

Dolina Pontaru, dnia 29 lipnia 1273 roku: Alembr



Brama wyziera niby otwór w palisadzie. Zamknięte, solidne wrota uniemożliwiają wejście. Ponad nimi, na wieży, stoi kilkoro żołdaków - w panującej szarówce ciężko wyrozumieć ilu dokładnie. Siedzieli i zwyczajnie marudzili. Dostrzegłszy podchodzące pod bramę postacie, wstali i wyjrzeli. Tak jak i podróżni, tak i oni, nie wiedzieli ilu ich jest i kim są - pogoda nie ułatwiała niczego. Po kilku okrzykach, marudzeniu, ktoś otworzył furtkę we wrotach. Wyszło ku nim kilkoro ludzi, z czego jeden przyjął łapówkę i wpuścił was do środka - nie indagując kto i po co. Odradził jedynie, aby nie iść w okolice garnizonu - coś ostatnio rozsierdziło dowódcę Elger'a Rotenwarta. Jak wywiedzieli się kilka chwil później, zły nastrój komendanta spowodowany był obecnością kapitana Wesleva Burga. Panowie nie przepadają za sobą i nie kryją swojej niechęci.

Odnaleźli miejsca mogące stanowić ich kwatery, a dokładniej mogli wynająć pokój w gospodzie, mogli również nająć jedną z wolnych chat - to mogli uczynić mniej, bądź bardziej legalnie.

Przebyta dotąd droga nie nastrajała ich ciała dobrze - zmęczenie i stres, brudne odzienie i zmienne warunki pogodowe - póki co nikt nie kasze, ani nie ma kataru. Choć czuć w kościach osłabienie wynikłe wielogodzinnymi zmaganiami z naturą.

Alembr dzieli się na dwie strefy - wewnętrzny, wraz z silnym donżonem i garnizonem, otoczony murem. Zewnętrzny, fortyfikowany palisadą stanowił miejsce, gdzie rezydowali miejscowi, a dokładnie dla blisko stu rodzin. Miejsca istotne: gospoda "Szczery Lis", czatownia nad bramą, chatka zielarza Ambegena, spalone domostwa niedaleko czatowni, mały magazyn cechu handlowego wraz z domem kupców, rzemieślnicza i wystawieni tak mistrzowie, rynek z tablicą informacyjną i dybami.