Wojna pomiędzy Kaedwen, Aedirn właśnie się skończyła. Na pobojowiskach trup ścieli się gęsto. Trupożery wychodzą na biesiadę. Dezerterzy chowają po lasach i wykrotach. Nastał niebezpieczny czas - nikt nie może być pewien jutra. Generalicja Aedirn chce uniknąć kolejnego zbrojnego konfliktu. Małe drużyny mają wedrzeć się na teren wroga i odzyskać utracone dobra, dokonać zamachów, stworzyć zamieszanie w szeregach nowo formujących się posterunków. Granica ma zawrzeć, ale po cichu...
wtorek, 28 lipca 2015
Dolina Pontaru, dnia 28 lipnia 1273 roku: "Odprawa, burza i grzęzowisko" - zakończone
Dzień należał do tych parszywych i absolutnie nie nadawał się do tego, aby tego akurat popołudnia wędrować - gdziekolwiek i jakkolwiek, a w szczególności nie pieszo; drużyna spotkała się po drugiej stronie frontu, na krawędzi puszczy i wzgórz. Wyglądali jak osiem nieszczęść, zmoczonych i zupełnie wycieńczonych. Droga do tego miejsca zajęła im trzy dni kluczenia, dywersji i ucieczek. Część sprzętu nadawała się do solidnego szorowania i naprawy. Onuce raziły na dystans woniom, przezwaną przez żołnierzy, smrodkiem Libusze. Dlaczego akurat tak? Libusze była bowiem dziewką, a one - znaczy kobiety - były wojakom potrzebne. Jednym mniej, innym bardziej, nie mniej potrzebne i już. Libusze jednak była swoistym fenomenem. Niezależnie od chęci i wręcz konieczności, omijano ją szerokim bardzo łukiem. Powodem miał być jakoby smrodek właśnie, a raczej zapach zgniłej flądry dobywający się z miejsc, które akurat powinny kojarzyć się z czymś pięknym i słodkim. Jak mawiali poeci, a mistrz Jaskier potwierdzał, nie ma kobiet szpetnych, tak patrząc na Libusze należało rozważyć tę myśl ponownie.
Żuli skórki chleba i zapijali je cienkim, rozcieńczonym deszczówką piwem - odpoczywali. Musieli zebrać siły, albowiem byli nieopodal wsi Obranki. Czekała ich robota. We wsi jakoby działali szpicle Kaedwen. To oni podburzyli tłum do przegnania stacjonujących tu żołnierzy Demawenda.
- Tu się rozstajemy - białowłosa, krótko ostrzyżona kobieta spluwa na ziemię.
- Obranki należą do was - rzecze jej towarzysz, wysoki i zarośnięty blondyn przywodzący na myśl niedźwiedzia, albo coś do niedźwiedzia i ogra podobnego.
- W mojej ocenie powinno się wyrżnąć ich wszystkich, ale to wasza decyzja, wasz będzie później ciężar tej decyzji - wskazuje ręką, a raczej mosiężną protezą miejsce, gdzie za linią drzew powinna mieścić się osada Obranki.
- Chodźmy... - mówi ten drugi, wielki i opatulony licznymi futrami. - Mamy mnóstwo pracy po tamtej stronie kraju. W okolicach Verden dzieją się jakieś incydenty.
- Kurwie syny i córy - szpetna blizna ciągnąca się od skroni aż do kącika ust, wykrzywiła się jeszcze paskudniej. Jej zacięty wyraz twarzy, blizny na obliczu i rozszarpane ucho przywodziły na myśl wiele, bardzo wiele, a w szczególności jedno "nie zbliżać się".
- Nie inaczej.
- Jeszcze jedno. Nie dajcie się zabić.
- Komu poruczamy komendę?
- Psiakrew... - kobieta przyjrzała się wszystkim żołnierzom. Było ich sześciu. W większości rdzenni Aedirnczycy. - Ten to jest Rivem... Cidaris...
- Riv, Cidaryjczyk... Jeszcze Nilfgaardczyka do kompletu brakuje - mówi szeptem młody mężczyzna identyfikujący się imieniem Liam.
- i Nilfgaardczyk... Wierzyć się nie chce... Wolfgang, tak? Dobrze! Przejmujesz dowodzenie od tego miejsca. Z fartem!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Mężczyzna obejrzał się na swojego nowego dowódcę.
OdpowiedzUsuń- Szefie - zwrócił się doń w jedyny, przychodzący mu na myśl sposób.
- Zabieramy się czy zostajemy? Póki leje możemy podejść nie zauważeni do Obranek.
Mężczyzna większość przemowy przesiedział na zmianę popijając piwo i z wyraźnym podziwem wpatrując się w białowłosą, pozbawioną ręki kobietę. Doskonale wiedział kim ona jest, znał historie o jej odwadze i zajadłości i doprawdy nie spodziewał się, że przyjdzie mu ją spotkać w środku lasu, rozdającą nieważne, z punktu wielkiej polityki, zadania.
OdpowiedzUsuńPo wszystkim czarnowłosy skrzywił się, splunął, dopił ostatni łyk piwa i spojrzał na nazwanego Wolfgangiem.
-Możemy już ubić Nilfgaardczyka? -spytał z rivskim akcentem, przeciągając lekko zgłoski. - Na cholerę nam cesarski szpicel? -chociaż treść wypowiedzi była jawnie wroga to przeczył jej lekki ton i żartobliwy półuśmieszek, który wypełzł mu na twarz.
-Po mojemu, jeśli można... szefie... -sparodiował wypowiedź poprzednika, uśmiechając się jeszcze szerzej, co było aż nienaturalne przy ich sytuacji, kiepskiej pogodzie i jeszcze gorszym zapasom prowiantu - to idźmy, w taką pogodę nas przecie nie wyrzucą, boby ich bogowie skarali -jawna drwina aż wylała się ze słowa "bogowie", a jak trzeba będzie to - chrząknął i dokończył w zupełnie inny sposób, z akcentem, jakim posługiwali się ludzie służący Henseltowi - to mogę udawać, że z ich strony granicy pochodzę.
Mężczyzna siedział w przykucnięciu i spod kaptura obserwował pozostałych towarzyszy wydelegowanych do zadania.
OdpowiedzUsuńWzdrygnął się po zostaniu wyznaczonym na "Szefa", dokończył skórkę od chleba, zapił trunkiem, po czym z jednej z wielu przytroczonych sakiewek wyjął wąski pasek mięsa i z lubością zaczął go żuć.
- duża grupa, a nawet niewielka jak nasza zwróci uwagę podżegaczy, szczególnie, że jedyne czego mogą wypatrywać to szpiedzy albo wojsko Kaedwen.
Wyjął z małej wzmacnianej mosiężnymi pasami tuby klepsydrę, postawił ją na jedną stronę i poczekał aż piasek się przesypie.
W międzyczasie kontynuował.
- Riv proponuje podanie się za Kaedweńczyków. Pomysł dobry, ale wymaga pewnych talentów. Jeśli masz obmyśloną historię to proszę przedstaw ją nam. Ja na pewno będę tutejszym przewodnikiem, bo nie mam talentu w kierunku aktorstwa.
Postawił klepsydrę na ziemi i spojrzał na przesypujący się piasek.
- półtora pacierza, słucham propozycji. Podsumuję i ruszamy.
Ton z jakim wypowiadał się mężczyzna się podczas całej rozmowy był wyprany z uczuć, jak wykład na uczelni albo odczytywanie wyroku.
Skazańcom.
-Możemy... -zaproponował Liam, wracając do swojego zwykłego akcentu - rozdzielić się na dwie grupy, jedna pójdzie do wioski, a druga obejdzie ją sporym łukiem i dotrze tam od drugiej strony, pod wieczór. Wtedy nie wzbudzimy takiej sensacji, a i całkiem zrozumiałym będzie, że przybysze, nawet sobie obcy, wolą siedzieć przy jednym stole razem niźli z tępymi chłopami. Ale jeśli ktoś ma inną, lepszą propozycję to proszę -zamilkł i zaczął wodzić wzrokiem od jednego mężczyzny do drugiego. Szczególną jego uwagę zdawał się przyciągać przedstawiony jako Nilfgaardczyk.
OdpowiedzUsuńMężczyzna stał oparty pod koroną drzewa , chroniąc się przed deszczem. Uważnie słuchał całej rozmowy. Wstał i zabrał głos.
OdpowiedzUsuń- Wejście nie bedzie takie łatwe. Nie możemy podać się za regularne wojsko bez żadnej histori i znaków czy herbów .... Proponuję podać sie za najemników. Henselt ma trochę takich więc nie powinno zbódzić to większej ciekawości , a i ludzie za bardzo się nimi nie interesują , więc mielibyśmy trochę spokoju ....
Wypił końcówkę piwa i zwrócił sie w stronę Calevana.
- Może Ty masz jakiś pomysł ?
Nie dając odpowiedzieć mówił dalej , zwracając się zów w kierunku Wolfganga.
- Lecz zanim zaczniemy powinniśmy spojrzeć na mapę i ustalić jakie są najważniejsze cele na początek.
Wyciągnął kawałek chleba z kieszeni i dał krukowi siędzącemu mu na ramieniu.
- Musimy się pospieszyć nim rozpłyniemy się w tym deszczu.....
Wypowiedział z delikatnym uśmiechem , który odzwierciedlał również jego nienawiśc do bycia mokrym.
Nilfgaardczyk ze spokojem przyjął uwagę Riva i zaśmiał się głęboko w duchu nie okazując jednak po sobie emocji, do tej pory milczący Calevan spojrzał na towarzyszy lustrując ich przenikliwie swoim zimnym wzrokiem, ze stanu obserwacji wyprowadził go mężczyzna przedstawiający samego siebie imieniem Aleksander. Mortis uznał za stosowne odpowiedzieć na to pytanie.
OdpowiedzUsuń- O ile wiem nie jesteśmy z cukru Panie Wolfdir - odparł uwagę Aedirnczyka na temat który mógłby tytułować jakąś pracę naukową "Wpływ deszczu na otoczenie".
- Pomysł Pana Ravena uważam za właściwy i godny wykonania - byli we własnym gronie więc przemawiał ze swoim rodzinnym akcentem.
Nolan rozprostował nogi, rozciągnął się, chrupnął nadgarstkami i karkiem.
OdpowiedzUsuń- Pomysł dobry - skwitował wypowiedzi swoich poprzedników. Ruchem ramion poprawił ułożenie płaszcza.
- Co do wejścia, to jeno wieś. Za najemników lepiej się nie podawać, bo chłopi w obawie o swoje córy gotowi nas widłami pogonić. Widziałem już takie rzeczy. Broń na plebs działa jak płachta na byka. Nierozsądnie użyty argument może okazać się tragiczny w skutkach. Tym bardziej teraz, gdy po przegonieniu wojaków chłopstwu pycha uderzyła do głowy.
Zbliżył się do towarzystwa. Wypił jeszcze łyk piwa, wziął kęs chleba i jął mówić dalej.
- Mości Calevan i Liam, wyście w gadce płynni. Bądźcie tedy dwoma uciekającymi przed wojną kupcami czy rzemieślnikami. My zasie będziem wasza obstawa. Niewiele to lepsze od najemników, ale z drugiej strony kupcy mają większe poszanowanie wśród pospólstwa niż wojacy.
Wolfgang nie zmienił pozycji przez całą rozmowę. Spokojnie przysłuchał sie wszelkim propozycjom.
OdpowiedzUsuń- nigdy nas nie przyjmą jako kupców, kupcy bez towaru to jeszcze możliwe jeśli jedziemy coś kupić, ale bez wozu? Najemników Henselt nie trzyma nigdzie blisko linii frontu, najemnicy są niepewni, przekupni. Jego armia to fanatycy. Póki nie zdobędziemy mundurów wojska, to proponuję się podać za osoby któych nie obchodzi wojenna zawierucha - przemytników. Wybierzcie jeno, kto robi za Gębę, kto za Oczy, kto za Miecz a kto za Herszta. Ja się dostosuję.
Skończył żuć kawałek mięsa i resztę wsunął do osobnego woreczka.
Zamaszyście splunął na ziemię i popatrzył po grupie.
- Widzę, że jeszcze nie myślicie jak na wojnie. Zakładacie z góry dobroć i łatwowierność chłopów. Weźcie pod uwagę że jakimś sposobem ich przekonali do wygnania oddziałów nam sprzyjających. Ktoś tam jest konfidentem albo długo wcześniej zakorzenionym chwastem zwanym podżegaczem. I będzie trzeba wyplenić ogródek z takich chwastów. Znaczy jedna wioska, wybierzemy która spotka się z kurem i żelazem.
Nabrał w płuca głęboko powietrza przesyconego deszczem i zapachami lasu i odetchnął.
W ręku trzymany patyk rysował powoli zarys wioski.
- jest kilka chat, nie wiemy, czy ktoś prowadzi dla dorobku jakieś miejsce, żeby sie zatrzymać. To od razu pomyślcie kto z kim w jednej się pomieści i jej nie rozsadzi czy też na czerwono nie zabarwi. Zorientujmy się kto tu siedzi i jakim jest zagrożeniem. Póki nie ma takiej potrzeby to języki i broń na smyczy. Poza Gębą i Hersztem.
Obrócił klepsydrę i spojrzał się na przesypujący się piasek.
- czas płynie. Woda się leje. Dwie klepsydry, czyli jeden pacierz. Wnioski? Propozycje?
Pytająco spojrzał spod kaptura w waszym kierunku.
-Też mi się zdaje, że na kupców by się chłopi nie nabrali, przemytnicy to w istocie lepszy pomysł. -zgodził się Liam, bawiąc się wyjętymi nie wiadomo kiedy kośćmi do gry. -Uważam, że szefem powinien być ten, kto rzeczywiście dowodzi, żeby nie było komplikacji -stwierdził, patrząc na Wolfganga, jakby oczekiwał jego aprobaty. -Za to on - kiwnął w stronę Calevana - musi popracować nad akcentem, albo siedzieć cicho. Wszystko, co cesarskie będzie tu wzbudzało uwagę, podobnie zresztą jak to ptaszydło. Możesz się go jakoś pozbyć, odesłać, czy coś? -zapytał Aleksandra. -Nie chcemy przecież, żeby zwracali na nas zbytnią uwagę, a człowiek z krukiem na ramieniu jest dość charakterystyczny. No chyba, że jest czarodziejem, ale nie jesteś, prawda? -upewnił się.
OdpowiedzUsuń- Panie Raven - zaczął Nilfgaardczyk - Jesteśmy w swoim gronie i nie widzę przeszkód, by nie posługiwać się rodzinnym akcentem - Mortis skupił wzrok na Ravenie - Jestem człowiekiem wykształconym, akcent nie będzie problemem ale - tu przerwał, zamyślił się, kącik jego ust wykrzywił się w uśmiechu - uważałbym na pochodzenie, ludzie tam są biedni, i nie będą kontent kiedy dowiedzą się kto kręci się w obejściach ich domostw, prawda? - w tym momencie skontrował uwagę Liama na temat swojego pochodzenia.
OdpowiedzUsuń-Pijesz do tego, że jestem Rivem? A każdy Riv to złodziej, jak głosi wieść gminna? -żachnął się Liam, z rivskim zaśpiewem podniesionym do niemalże karykaturalnego poziomu. -Skoroś taki wykształcony, Nilfgaardczyku, to powinieneś wiedzieć, skąd się stereotypy biorą. Z dupy mianowicie i tępoty ludzkiej, i niechęci do obcych. - wyjaśnił, udatnie naśladując akcent tamtego. Wyjątkowo udatnie. -No chyba, że... -zastanowił się lekko teatralnie - uznamy, że stereotypy to czysta prawda, ale to by oznaczało, że, jak każdy Nilfgaardczyk jesteś fanatycznie wierny Białemu Płomieniowi Szczającemu Na Kurhany Wrogów, a wtedy musielibyśmy zastosować starą, dobrą zasadę tyczącą się nieludzi i cesarskich. Tą o tym, że ten dobry, który martwy - zripostował.
OdpowiedzUsuń- Mości Wolfgang, mam nowy pomysł - zwrócił się do mianowanego kapitana, a jego oblicze było poważne, głos również, choć to co zamiarował powiedzieć ni jak nie można było potraktować w pełni serio.
OdpowiedzUsuń- Pójdziemy sami, znaczy ty, ja i ten trzeci Aleksander i będziemy uciekinierami. Pragmatycznymi ludźmi szukającymi ratunku, to przemówi do wieśniaków. Ci zaś - wskazał na pozostałą trójkę, a dokładnie na Riva i Nilfgaardczyka, a w jego głosie rozbrzmiała nieznaczna nuta drwiny - niech idą od drugiej strony i udają wędrującą, acz mizerną trupę aktorską, albo co najmniej cyrk. Panowie! - zwrócił wszystkim uwagę na fakt, który był tak dobitny, że aż trywialnym było o nim wspominać - Jesteśmy na terenie wroga. Działajmy szybko nim nas zlokalizują po odgłosach kłótni, bądź nie rozpuścimy się, a raczej nie dostaniemy gorączki. Piszę się na, jakżeście to Wolfgang powiedzieli, za miecz? Moja propozycja to Wolfgang za herszta, gębą na zmianę niech będą Panowie Riv i Nilfgaard, a my popracujemy - rzucił wzrokiem na pozostałych.
- Wydaje mi się panie Raven że jesteśmy na siebie skazani, a więc proponuję zawieszenie broni - Nilfgaardczyk wyciągnąl trupio bladą dłoń w kierunku Riva - Panie Wolfgang oddaje się pod Pana komendę i oczekuje na rozkazy - odwrócił wzrok w kierunku mężczyzny będącego iście niedźwiedziej postury.
OdpowiedzUsuń- Dobra kurwać, uwiąd, znaczy starczy.
OdpowiedzUsuńWolfgang uśmiechnął się pod kapturem.
- w cyrku potrzebne jest jakieś zwierzę, także Aleksander pójdzie z Liamem i Calevanem. Jeśli planujecie ostrzyć sobie języki, to uznaję cały proceder za zakończony. Jeśli to jeszcze się powtórzy dwa razy, to prowodyrowi język utnę i potem zaleję tynkturą, żeby nie zmarł. Bo ludzi mamy mało a do roboty wiele. Podział na dwie trójki dobry. Nas prawie dorwał podjazd Demawenda i szliśmy gdzieś przez las. Wy spróbujcie aktorów ze spalonego teatru, czy innego cyrku. Przy dobrej bajdzie chłopi wam uwierzą.
Obrócił się w stronę Nolana i milczka.
- Pomysł dobry zasługuje na pochwałę, także pierwszy dostaniesz w mordę, musimy się nieco sponiewierać, tylko bez przesady. Dobrudźmy się lekko. Milczek dostanie bandażem na głowę, będzie, że ciężko oberwał.
Rozejrzał się po okolicy, z jednego z krzewów zerwał przygarść jagód, dołożył do tego szczyptę proszku z pojemniczka przy pasie. Nabrawszy trochę wody w dłonie roztarł i powstała czerwonawa papka.
- jak zaschnie to przypominać będzie trochę krew, aby dodać naszej opowieści pewnej realności. Minus jest taki, że owoce nieco swędzą i nie przesadzajcie z nimi na skórze. Raczej uwalajcie nimi ubranie. Bo wyprać je łatwiej niż pozbyć się podrażnienia.
Zaśmiał się cicho jak do znanego tylko sobie dowcipu.
- no, to jak mówiono nam wcześniej, z fartem!
Zebrał z ziemi klepsydrę, oczyścił ją i ponownie owinął w warstwy materiału i zamknął w pojemniku. Który przytroczył w pasującym miejscu przy skrzyni noszonej na plecach.
OdpowiedzUsuńSłysząc śmieszną w założeniu uwagę Nolana o cyrku i aktorach Liam zmilczał, chociaż widać było, że miał ochotę zripostować. Najwyraźniej jednak dotarło do niego, że tamten ma rację, wytykając im szczeniackie zachowanie, dlatego na słowa Nilfgaardczyka i wyciągniętą dłoń zareagował, mówiąc:
-No dobrze, zakładam, że dowódcy wiedzieli co robią wrzucając Cię tutaj, więc niech będzie zawieszenie broni. - uścisnął dłoń Calevana, mrucząc cicho – Dobrze, że ojciec nie żyje, zabiłby mnie, gdyby to widział.
Tyrady Wolfganga wysłuchał już całkiem spokojny, a nawet lekko speszony, ale gdy temat cyrku powrócił zaprotestował:
-Bez jaj, szefie, on przecież żartował! Nikt przy zdrowych zmysłach nie uwierzy, że jesteśmy trefnisiami, jesteśmy przecież uzbrojeni i opancerzeni na tyle podobnie do was, że tylko kretyn by się nie zorientował. To już lepiej bądźmy drugą częścią tego samego rozbitego oddziału, uciekając panicznie rozdzieliliśmy się i dotarliśmy do wioski z różnych stron i o różnym czasie. Mogę nawet być w tej grupie, która dotrze później, dłużej moknąc i marznąc na dworze – zaproponował męczeńskim tonem. -I możecie mnie naprawdę dziabnąć w rękę, czy gdzieś tam, jakby w wiosce był cyrulik to mógłby mnie opatrzyć i nasza legenda byłaby uwiarygodniona -postanowił się poświęcić, widać było mu głupio za poprzednie zachowanie.
Przyglądając się całej tej kłótni ,Aleksander czuł pewien niepokój. Cała ta sytuacja była dośc głośna , a jeszcze kilka dni temu mieli wróga na ogonie. Przetarł krople deszczu z twarzy mówiąc:
OdpowiedzUsuń- A co byście , zacni panowie , powiedzieli na pomysł podania się za posła i jego obstawe ? Posłowie są nietykalni. Podniesienie broni na posła skutkuje karą śmierci.... Powiemy że zostaliśmy napadnięci . Chłopi z chęcią udzielą nam pomocy jeżeli powiemy że po powrocie do domu , założymy tu np. jakąś przystań czy nagrodę od króla ... A jeżeli nie , to pozostaje jeszcze sprawdzić czy wierzą w jakieś zabobony...
Uśmiechnął się z pogardą , chociaż sam w nie trochę wierzył. Wykręcił przemoknięte rękawice i ciągnął dalej.
- Może namalujemy sobie jakieś znaczki ich bóstw i będziemy święci ?
Teraz już nie wytrzymał i zaczął się śmiać.Po chwili spoważniał i mówił dalej.
- Pozostaje jeszcze trzecia opcja. Poobserwować kto przyjeżdża do wioski i ewentualnie napaść i przebrać się za nich....
Wziął swego kruka na ramię , przyczepił mu kawałek zwiniętej , zapisanej skóry. Szepnął coś i zrobił zamach ręką , a ptaszydło odleciało za ścianę lasu.....
- Wróci gdy będzie potrzebny. Ma pewne zadanie. To jak Panowie ? Musimy coś coś postanowić....
- Jeżeli mamy udawać dyplomatów to w tej roli widzę tylko siebie, mam w tym dość sporo doświadczenia - o tym jak je zdobył wolał nie opowiadać, pamięć o inwazji Nilfgaardu na północ była wciąż świeża - W tym wypadku będzie mi potrzebny ktoś w rodzaju szambelana - zlustrował wzrokiem Liama - Nie zapominajmy o przybocznych, asyście...podzielcie się rolami - uśmiechnął się szeroko.
OdpowiedzUsuńPokiwał głową w geście dezaprobaty. Wiedział czym na wojnie jest poseł, a jest on niczym. Słowo poseł może i działało w okresie pokoju, ale wobec barbarzyńskich, acz skutecznych hord Henselta... i jeszcze ciemniejszego pospólstwa... los takiego człowieka byłby bardziej niż marny.
OdpowiedzUsuń- Panowie - zaczął ostrożnie choć nie ukrywał znużenia. - Dywagujemy, a plan wszak już jest. Plan prosty i zarazem dobry. Im bardziej będziem go udziwniać tym większe prawdopodobieństwo wpadki. Proponuję prostą, acz skuteczną metodę wyboru - obejrzał się na polanę, na las po drugiej stronie. - Wyboru dokonuje dowódca, albo głosujemy. Osobiście wolę to pierwsze, ale jeżeli miałbym głosować to za nami jako pragmatycznymi, uciekającymi ludźmi. Żołnierzami wroga bądźmy i basta.
Wolfgang westchnął.
OdpowiedzUsuńPoczochrał się po brodzie, po czym ją dostojnie wygładził.
- widzę, że nawet dyplomaci nie potrafią czytać między wierszami. A tym bardziej postrzegać pewnych zachowań, które wyznaczyły koniec sejmiku redańskiego. Póki na ziemi jest postawiona klepsydra był czas na dywagacje, snucie planów. Jak została zabrana to klepanie ozorem po próżnicy się zakończyło definitywnie.
Wyprostował się i sprawdził oporządzenie.
- skoro nie chcecie się rozdzielać, to tak właśnie zrobimy. Idziemy jako żołnierze. Trzy grupy, każda z innej strony wejdzie i spotkamy się pod miejscem które wybierze grupa Aleksandra poprzez uniesienie ręki do góry. Aleksander z Nolanem jako głosem rozsądku, Milczek z Liamem dla równowagi, a ja z Calevanem bo się mi ludzie skończyli.
Zatarł już rozmyte ślady w błocie i wyruszył w stronę wioski kontynuując.
- my od północy, Kruk z Mędrkiem od południowego wschodu, Milczek z Gładkim od południowego zachodu. I tak się Panowie przedstawiamy póki jesteśmy u nich w gościnie. A, Calevan to Śliski a ja Niedźwiedź. Szefuję ja, Mówcuje Gładki i Śliski.
W międzyczasie ostrożnie zebrał zrobioną tynkturę i rozdzielił na liściach na sześć porcji.
- czas się upaprać, żeby było bardziej realistycznie.
Liam przyjął swoją porcję tynktury i spojrzał na nią z lekkim powątpiewaniem....
OdpowiedzUsuń-To na pewno wystarczy? Uwierzą nam bez pudła, że uciekliśmy przed przeważającymi siłami wroga, a nikt z nas nie jest nawet draśnięty? -mruknął, niby do siebie, ale słyszalnie, a głośniej dodał: -Mam nadzieję, że macie zdolności aktorskie, bo udawanie rannego wymaga pamiętania cały czas o tym, że coś człowieka boli, utrudnia poruszanie się, czy inne sprawy...
Spojrzał na Milczka i wyszczerzył się życzliwie.
-Miło byłoby usłyszeć Twój głos, wiesz?
Aleksander rozcierał skostniałe ręce. Widać było wyraźnie, że nie ma ochoty dłużej stac w miejscu.
OdpowiedzUsuń- Więc tak panowie : Ja czyli Kruk z Nolanem czyli Mędrkiem , Liam czyli gładki z Raaginem czyli Milczkiem , Wolfgang czyli niedźwiedź z Calevanem czyli śliskim... Więc ustalone. Ruszmy się stąd wkońcu. Ja z panem Nolanem od południowego wschodu . Jeżeli mamy wybrać miejsce musimy dotrzec tam pierwsi. Sugeruje też większe odstępy czasu.Nie musimy też udawać niewiadomo jak rannych. Musimy być wycieńczeni, a tego akurat nie musimy grać , bo mi nogi już w dupe wchodzą.
Rozruszał trochę kości i zwrócił sie w kierunku Nolana.Wyraźnie zadowolony że coś ruszyło naprzód.
- Ruszajmy przyjacielu. A i jeszcze jedno - zagarnął- Sięgamypo broń tylko w ostateczności. Pametajcie o tym.
Podszedł jeszcze jeszcze do Wolfganga i szepnął coś z powagą tak by nikt inny nie słyszał .
- Uważaj na tego nilfgardczyka . Nie możemy mu dokońca zaufać.
Uśmiechnął się i pełen radości zpytał.
- Gotowy panie Nolan ?
- Dobra...- spojrzał na swój przydział tynktury i zabrał się do roboty, ubabrał sobie rękę, tą którą włada bronią...będzie stworzony pozór że ma niesprawną rękę, do tego twarz - I jak? - wyglądał jakby go śmierci z pobojowiska zabrali - Panie Raven, mogę ci załatwić niegroźną ranę - wyszczerzył się patrząc na Riva.
OdpowiedzUsuń-Całkiem nieźle, Śliski - Liam z aprobatą przyjrzał się efektowi. Rzeczywiście tamten wyglądał, jakby solidnie oberwał. -Nie, dzięki za propozycję, ale wolałbym, żeby to zrobił ktoś inny, najlepiej Wolfgang, skoro potrafi leczyć to wie jak zranić tak, żeby nie zrobić trwałeś krzywdy, ani nie oszpecić - wyjaśnił, patrząc na dowódcę. -Poza tym zbliżający się do mnie z czymś ostrym Nilfgaardczyk to nie do końca dobry pomysł. Wiesz, nerwica frontowa i te sprawy... -wyjaśnił żartobliwie, choć w tonie głosu czaiła się mroczna nuta, a twarz na mgnienie oka spoważniała.
OdpowiedzUsuń-To jak, szefie, trzeba będzie ciąć? - zwrócił się do potężnego mężczyzny.
- Uświadomiłem sobie sens twojego nowego imienia, jak się tobą zajmie to już nie będziesz gładki - oparł się o drzewo i upił łyka z bukłaku. - Podobnie jak Riv stojący blisko mojej kieszeni - oddał równie żartobliwie jak on, chodź w przeciwieństwie do Liama, w jego oku pojawił się błysk.
OdpowiedzUsuń- Róbcie co chcecie. Tylko bez przesady...
OdpowiedzUsuńPowiedzial z uśmiechem
- Gotowy Panie Nolan ? Musimy wyruszyć pierwsi....Spakuj co tam masz i oznajmi gotowość. A Wy macie jeszcze trochę czasu ...
Oznajmił z widoczną chęcią wyruszenia w drogę.
- płytkie cięcie przez ramię, to dość krwi, a szkód brak jak się to dobrze zrobi.
OdpowiedzUsuńMruknął Wolfgang wyjmując przytroczony do pasa myśliwski nóż, zadbany i wyglądający na dość ostry. Z torby przy pasie wyjął zaś kawał płótna i kilka szarpi.
Spokojnie przymierzył i wykonał cięcie na wybranym przez Liama ramieniu. Następnie chwilę poczekał, zasłaniając płaszczem ranę, aby woda się do niej nie przedostała w za dużej ilości.
Po chwili, jak wypłynęło trochę krwi, założył opatrunek mocno się krzywiąc przy okazji.
- dobra, takiej partaniny dawno nie robiłem. Ale wygląda na szybko robiony opatrunek.
Po chwili jeszcze dołożył trochę tynktury na wierzch.
- za kilka minut będzie wyglądało dostatecznie poważnie. A rany nawet szyć nie będzie trzeba.
Spojrzał się na Calevana.
- no panie kolego, rzekłbym że wyglądacie jak najbardziej lubiany typ na północy przedstawiciela Nilfgaardzkiej nacji. Lekko sponiewierany. Ruszajcie zatem i do zobaczenia na miejscu
Liam zignorował zaczepkę Calevana, wolał nie sprawdzać, czy Wolfgang prawdę mówił z tym odcinaniem języka, poza tym doprawdy, ciągłe wracanie do tego samego stereotypu serdecznie go nudziło. Widząc nóż zbliżający się do jego prawego ramienia Liam zacisnął szczęki, ale i tak spomiędzy zębów uciekł mu syk, krótki, bo i zabieg nie trwał długo. Opatrywanie spędził już w milczeniu, zbladł tylko trochę, pewnie z zimna przyniesionego przez ustawiczny deszcz i utraty krwi.
OdpowiedzUsuń-No, to legendę mamy uwiarygodnioną -stwierdził, starając się brzmieć niefrasobliwie, sięgając po przygarść błota, żeby wetrzeć je w ubranie, jakby się wywrócił podczas ucieczki. Resztę wtarł w czoło i skroń, zostawiając ciemne smugi.
-Która para idzie druga?
Słysząc Wolfganga i jego propozycję uśmiechnął się, lekko skłonił jak gdyby przed pojedynkiem i kolokwialnie dali sobie po gębach - tak jeno na pokaz, aby parę siniaków wyszło na ciele i może krew... tu i ówdzie.
OdpowiedzUsuń- No, no, Panie Wolfgang - wytarł krew sączącą się z rozbitego nosa. - Bijecie się iście jakby nic innego wam w życiu nie stało. Bardzo rad jestem za naukę i tych parę sińców.
Przyjął tynkturę i ubabrał się, natarł błotem - był gotów do drogi. Spojrzał jeszcze na pozostałych.
- Kiedyś widziałem jak jakiś kretyn uczył trolla rysować orła - mówił poważnie, na tyle, że nie sposób było odgadnąć czy żartuje czy nie. - To co udało mu się narysować, dalekie było w podobieństwie do orła, ale za to wy, Panowie, pochwalić, pochwalić, wyglądamy iście jakby życie nas wysrało na bagna.
Ruszył w stronę Kruka, aby razem opuścić to miejsce. Mieli jasno wytyczone zadanie.
- Dobywać broń? - Uniósł brew i uśmiechnął się bardzo, ale to bardzo nieładnie - iście wilk w stadzie owiec. - Jak mnie nie poproszą, to nie dobędę. W drogę. Z fartem Panowie!
Widząc gotowego już Nolana Pożegnał się z resztą.
OdpowiedzUsuń- Żegnajcie. Będę czekał na was o zmierzchu. Obserwujcie wioskę już tera. Gdy znajdziemy miejse na spotkanie to uniosę rękę , i spotkamy się w tym miejsu o zmierzchu. Kolejna grupa rano.
Poprawił pas z mieczem. Czuł , że wkońcu , po tylu dniach męki , gdzieś dojdziemy. Uniósł rękę w pożegnalnym geście.
- Z fartem przyjaciele !
I ruszył wraz z Nolanem idąc ścianą lasu . Powinni dojśc za kilka godzin.....
Wolfgang spojrzał się za odchodzącymi i podniósł głos tak aby go usłyszeli. w
OdpowiedzUsuń- wchodzimy o zmierzchu, na wycie wilka, każda para na trzy do dziewięciu pacierzy od wycia.
Spojrzał się na pozostałą trójkę.
Dodał już dużo ciszej.
- jak już rzekł nasz kolega. Z fartem!